piątek, 2 czerwca 2017

San Francisco

Pobudka, modlitwy, Eucharystia … każdy z nas ma jakiś plan dnia. Codziennie powtarzane czynności stają się nie raz naszą rutyną, przyzwyczajeniem. Mieszkając w seminarium codzienne stałe punkty dnia powoli wchodzą mi w krew…

Klasztor a raczej konwent San Francisco – bo tak nazywa się nasz dom jest klasztorem wybudowanym chyba przez hiszpańskich misjonarzy którzy kiedyś licznie pracowali w Cochabambie. Aktualnie w Boliwii jest chyba tylko trzech lub czterech działających  hiszpańskich franciszkanów – czyli nie dużo. W San Francisco nie mamy parafii, jest kościół w którym codziennie są sprawowane dwie Eucharystie. Ponadto mamy msze w kościele znajdującym się obok nas - a jest on własnością sióstr klarysek. Ja tymczasowo pomagam jeszcze w sąsiedniej parafii San Pedro. Sam klasztor jest duży ponieważ znajduje się tutaj nasze franciszkańskie seminarium. Mamy 12 kleryków a wśród nich jest jeden Polak – Efraim.
Przypatrując się klerykom przypomina mi się moje życie seminaryjne … modlitwy, nauka, spotkania z braćmi, nauka, sport, nauka a potem jeszcze nauka … he he no dobra przesadziłem z nauką – wcale się dużo nie uczyłem :-) ci którzy mnie znają dobrze wiedzą  jak było … po Bożemu :-) he he. Wracając do kleryków którzy się tutaj uczą … podziwiam niektórych z nich za ich zaangażowanie na rzecz naszego klasztoru. Mają sporo nauki a oni jeszcze pracują tutaj jako kucharze, robią zakupy, pomagają w ekonomii, pracują porządkując dom, wirydarz (mały ogródek znajdujący się w środku klasztoru) w którym między innymi na drzewach rosną owoce cytrusowe.
Rano codziennie mamy wspólne modlitwy o 6:30. Chyba że mam Eucharystię dla sióstr klarysek to w modlitwach z braćmi nie uczestniczę ponieważ msza jest o tej samej porze. Po modlitwach wspólne śniadanie … i klerycy idą na uniwersytet aby uczestniczyć w wykładach. W tym czasie ja zostaję w klasztorze pełniąc swoje codzienne obowiązki. Czasami jak mam wolniejszy czas do południa spędzam go z Carmelo? Kto to jest? To jej nasz pupil klasztorny – pies, który nasikał nie do jednego kwiatka, który nie raz porwał mi wycieraczkę spod moich drzwi, rozszarpuje nasze gazety, porywa ręczniki … Carmelo … bardzo go lubię … jak mnie widzi to już instynktownie szuka piłki, bo wie, że zaraz zacznę z nim grać w piłkę. Pocieszny z niego pies, a kiedy wchodzę do pokoju, to przed moimi drzwiami czeka … i czeka … czasami nawet bardzo długo aż wyjdę.
Klerycy wracają na obiad, po którym jest sprzątanie klasztoru. Jak każdy dom trzeba doprowadzić do porządku. Architektura klasztorna ma swój wiek. Widoczne kamienie tworzące mury klasztorne dają wrażenie, że od dawna toczy się tutaj życie zakonne. Choć mieszkamy w centrum miasta i ruch samochodów, krzyk ludzi, przemarsze, strajki, petardy zakłócają ciszę to mimo wszystko uważam ten klasztor za pewną oazę spokoju, gdzie można skupić się, modlić i pracować.
Oczywiście jak w każdym klasztorze nie może zabraknąć naszej prywatnej kaplicy w której mamy codzienne modlitwy. Jest ona nieduża, ale bardzo przyjemna w użytkowaniu :-) malutki ołtarz, ambona, tabernakulum, krzyż San Damiano, figurka św. Franciszka i św. Klary z Asyżu stwarzają dobry klimat do modlitwy. Często można w kaplicy spotkać modlącego się o. Guillermo, starszego franciszkanina, pochodzącego ze Stanów Zjednoczonych, który bardzo wiele czasu pracował z klerykami jako wychowawca i wykładowca. Dla mnie osobiście jest on wielkim darem i jestem za niego Panu Bogu bardzo wdzięczny.
Ciekawostką z naszego konwentu jest to, że mieszkał tutaj kiedyś już święty – Jan Paweł II. Kiedy przyjechał on do Boliwii zamieszkał w naszym klasztorze. Pewnie myślicie że teraz zrobiliśmy w tym pokoju jakieś muzeum w którym przedmioty towarzyszące Janowi Pawłowi II są za szybami, aby je podziwiać, mebli nie można dotykać … oczywiście że nie :-) żadnego muzeum nie mamy. W tym pokoju mieszka normalnie przełożony klasztoru. Pokój jak pokój. My jesteśmy Franciszkanie więc praktycznie podchodzimy do życia. Jasne jest tablica upamiętniająca to wydarzenie, kilka zdjęć ... ale nic poza tym.

Ciekawe to wszystko … tyle ludzi się tutaj przewinęło przez klasztor. Był święty, byli zakonnicy, klerycy, świeccy … te mury klasztorne były świadkiem wielu wydarzeń. Dobrze, że wybudowali ten klasztor, oby nie było takiej sytuacji jak w Europie, że z powodu braku zakonników, braku powołań, braku chrześcijan kiedyś trzeba będzie oddać ten dom zakonny a z nim mury klasztorne konwentu San Francisco.