środa, 24 sierpnia 2016

Widły, obornik i kaparon



Kilka dni temu szlak mojej wędrówki przechodził przez miejsce, które dla mnie ma znaczenie symboliczne. Był to klasztor w którym przeżywałem swój nowicjat zakonny, a w ubiegłą niedzielę głosiłem tam homilie na mszach świętych. Bracia przyjęli mnie z wielką życzliwością oraz otwartością. Jestem zbudowany ich postawą a jednocześnie różnorodnością charakterów i osobowości, która tam panuje. Podobne pozytywne wrażenie wywarli na mnie ludzie, którzy po niedzielnej Eucharystii podchodzili do mnie życząc mi powodzenia na misjach, zapewniając o wsparciu modlitewnym z ich strony. Cieszę się że tworzymy tak wielką i piękną rodzinę duchową.
Zawsze z sentymentem człowiek wraca wspomnieniami do chwil, które miło wpisały się w naszą pamięć i historię życia. Dla mnie niewątpliwie taki był nowicjat. Pamiętam jak nosiłem kaparon (element stroju zakonnego, wyglądem przypominający krawat, który odróżniał nowicjuszy od pozostałych zakonników) i pełniłem obowiązki brata przygotowującego się do pierwszych ślubów zakonnych.


W tym klasztorze jest jeszcze jedna charakterystyczna rzecz: „zapach obornika”. Bracia którzy tam mieszkają posiadają gospodarstwo. Zazwyczaj kiedy czujemy że zalatuje obornikiem to mamy w sobie odruch obronno-wymiotny J. Jednakże pracując na polu, w szklarni i chlewie oraz codziennie widząc pracę na gospodarce: żniwa, trud, odpowiedzialność, wyrzeczenie oraz zaangażowanie; zapach obornika staje się nawet przyjemny. TAK! PRZYJEMNY bo jest niezbędny aby później cieszyć się dobrą kiełbasą, szynką, warzywami, mlekiem oraz innymi produktami które smakują zupełnie inaczej niż te, kupione w sklepie.



Myśląc o tym oborniku, można by porównać go do grzechu. Każdy z nas ma w sercu „coś”, co śmierdzi i jest odrażające – grzech, wada, rana duchowa itd. Jednakże Pan Bóg jest tak wspaniały, że potrafi nawet wykorzystać ten nasz „duchowy gnój”, aby powstało coś dobrego. Dopóki mój „duchowy obornik” będę odkładał na kupkę i nic z nim nie robił to będzie tylko śmierdział, odrażał, straszył i będzie go coraz więcej. Jednakże kiedy z pomocą Boga zacznę coś z nim robić, to okaże się, że to łajno, będące związane z naszą naturą i skłonnością do zła oraz grzechu, a które tak jest nieprzyjemne może być dobrym nawozem pod wzrost duchowy. Wszystko zależy od tego kto będzie gospodarzem ja czy Bóg. Jeśli ja – to zatopię się w tym oborniku; jest Bóg – to jest nadzieja …


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.