Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2016

Logika

Obraz
Każda grupa etniczna ma swoją mentalność. Każdy z nas ma swoje ”widzi mi się”. Każde terytorium ma swoje zasady. Każdy kraj ma swoją „logikę”. Boliwia też …
Od przyjazdu do Boliwii uczę się wielu rzeczy, przede wszystkim języka – bo od tego głównie zależy jakość pracy misyjnej. Na razie idzie mi to opornie – wystarcza aby sprawować Eucharystię i spowiadać ludzi. A co do spowiedzi … Proszono mnie ostatnio abym pojechał do jednej wioski i wyspowiadał dzieci przed pierwszą komunią. No to ja traktując to jako nowe wyzwanie przygotowałem się: alba, stuła i co najważniejsze słowa rozgrzeszenia, które miałem napisane po hiszpańsku na kratce. Wszystko było fajnie, pięknie … dzieci się spowiadały … aż tu nagle w kościele zabrakło prądu … w konfesjonale ciemno jak … :-) w piwnicy (oczywiście) … wtem zaczynam się zastanawiać po co mi ta kartka z rozgrzeszeniem po hiszpańsku jak i tak nic nie widzę :-) ale na szczęście trwało to krótko i włączyli ponownie prąd.
Jak zabraknie prądu trzeba sobie jakoś rad…

Ministranci i kartki w rękach

Obraz
Praca w Ascensión de Guarayos rozpoczęła się jak z bata strzelił ...

Po rozpakowaniu się nadszedł czas konkretnej pracy misyjnej. Niedzielna wędrówka po okolicznych wioskach wiele mnie nauczyła. Po pierwsze zauważyłem że dla tych ludzi tutaj liczy się każdy kapłan … nie ważne czy potrafię mówić po hiszpańsku, czy w guarayos (miejscowy tutejszy język) oni cieszą się że jest kapłan, który będzie sprawował mszę świętą. Kiedy byłem w wiosce San Pablo de Guarayos po niedzielnej Eucharystii wszyscy wyszli przed kościółek i czekali na wieści ode mnie czy w każdą niedzielę będą mogli mieć teraz mszę świętą. Niestety po pierwsze nie umiałem się z nimi dogadać bo mam problem jeszcze z językiem, a po drugie po prostu nie wiedziałem. Ciekawe jest to że pierwszą samodzielną Eucharystię sprawowałem w San Pablo (czyli św. Paweł) a przecież jest on moim patronem ze chrztu :-)
Wśród tych spojrzeń pełnych nadziei które zauważam w oczach ludzi mam czasami wrażenie, że niektórzy cieszą się, z tego powodu, …

Larmo

Obraz
No to przeprowadzka...

Pobyt w Santa Cruz dobiegł końca.  Dokumenty poskładane w urzędach … teraz trzeba oczekiwać na „ekspresową pracę” tutejszych urzędników. Mile będę wspominał chwile spędzone w naszej bazie misyjnej. Mieszkałem tam we wspólnocie międzynarodowej, musieliśmy się jakoś dogadać: po hiszpańsku, polsku, niemiecku - czasami było śmiesznie … jak to jeden ze współbraci zauważył, że nasza wspólnota to „wieża Babel” każdy w innym wieku, innej narodowości, inny język ojczysty – a mimo to jakoś się rozumieliśmy.
Na dniach mieszkało z nami dwóch naszych współbraci biskupów. Swoją postawą prostoty, modlitwy, braterstwa bardzo mnie pozytywnie zbudowali. Obecnie przebywam w Ascención de Guarayos aby tymczasowo pomóc tutejszym współbraciom. Droga którą musiałem pokonać samochodem, za kierownicą „ubogaciła” mnie doświadczeniem jakości dróg boliwijskich. Ale po przejechanych 150 kilometrach już swobodnie przyzwyczaiłem się do tutejszych warunków drogowych. W sumie Ascención de Guarayos …

Taxi, żydówka i gringo

Obraz
Od niedzieli większość dnia spędzam w drodze ... z miejsca na miejsce ...
Po przyjeździe do Boliwii pierwszą rzecz, którą muszę zrobić to zająć się moim statusem prawnym i zadbać o dokumenty. A tutaj to nie jest takie proste i szybkie jak w Polsce...
Czas załatwiania swoich dokumentów upływa mi w towarzystwie kobiety - żydówki, która zajmuje się uregulowaniem naszych "papierów".  Ze względu na wielki i chaotyczny ruch uliczny, który jest w Santa Cruz korzystamy z taksówek, które patrząc na stan techniczny część z nich nie byłaby dopuszczona do ruchu na polskich drogach, ale nie w Boliwii - tu jest inny świat. Wymaga to sporej dawki cierpliwość, na szczęście señora która mi towarzyszy zna się na wszystkim, a ja dotrzymując jej kroku staram się robić dobrą minę, udając że rozumiem co w urzędach do mnie mówią. Po przylocie, na lotnisku otrzymałem wizę na 30 dni więc trzeba się śpieszyć z tymi dokumentami, żeby mnie "kulturalnie nie wyprosili" z Boliwii. Mam nadzieję, …

Drut kolczasty

Obraz
Coś w życiu musi nas chronić ... coś ma zapewnić nam bezpieczeństwo ... ale co?


Kiedy w niedzielę rano w kaplicy sióstr zakonnych koncelebrowałem Eucharystię, zobaczyłem przez okno, że siostry nad ogrodzeniem mają drut kolczasty. Po powrocie do naszego konwentu San Antonio także zauważyłem, że bracia nad swoim płotem mają rozciągnięty podobny drut. Oczywiście jako pierwsza narzuca się myśl, że to ochrona przed złodziejami i nieproszonymi gośćmi (tym bardziej że tutaj jest ich ponoć sporo) ... ale ciągnąc troszeczkę dalej ideę "drutu kolczastego" muszę stwierdzić że na misjach (choć nie wypowiadam się jako misjonarz, bo dopiero na dniach tu przyjechałem) i w życiu każdego z nas - jest taki drut koniecznie potrzebny w sensie fizycznym i duchowym. Drut który ochroni mnie przed tym aby coś złego, niedobrego nie wkradło się do mojego wnętrza. Jest wiele niebezpieczeństw które czyhają aby wejść: pokusa, grzech, nieczysta ingerencja innych ludzi w nasze życie, manipulowanie nami, w…

Stygamty

Obraz
Przywitały mnie stygmaty ...


Pierwszy dzień pobytu w Boliwii był dniem kiedy w naszym zakonie świętowaliśmy pamiątkę stygmatów św. Franciszka z Asyżu. Mam takie przeczucie, że mój pobyt w Boliwii będzie podobny do stygmatów, które otrzymał nasz zakonny założyciel. Przyniosły one wiele cierpienia, bólu ale i zarazem słodyczy naznaczonej obecnością Pana. Przypuszczam, że mój pobyt w Boliwii i tutejsza wędrówka przyniosą nie raz cierpienie, ból ale przede wszystkim słodycz płynąca z obecności Pana.
Podróż okazała się przyjemna, choć w samolocie spędziłem wiele czasu i czekały mnie przesiadki w Frankfurcie oraz Sau Paulo, to mimo wszystko jak dla mnie podróż zaliczyłbym do udanej. Tym bardziej widząc niezwykłe ingerencje Pana Boga w nadawaniu bagażu i wielu innych sytuacjach wiedziałem, że nie lecę sam ...
Boliwia przywitała mnie ... silnym wiatrem. Samolot kiedy lądował w Santa Cruz de la Sierra miał pewne problemy, związane ze zmaganiem się z silnymi porywami wiatru. Przez okno w samolo…

Rajzefiber

Obraz
Tuż przed wyjazdem jest oczekiwanie moje i innych...


Zazwyczaj przed przed oczekiwaną, daleką i ekscytującą podrożą mamy rajzefiber :-) czyli zdenerwowanie.
Jest wieczór, czas kiedy pożegnałem się z rodziną, współbraćmi, a jutro wyjazd ...
Będąc szczerym nie przeżywam go aż tak, że nie mógłbym spać, nie leżę na łóżku i nie wpatruję się w sufit w oczekiwaniu na wylot samolotu. Może spowodowane jest to tym, że jeszcze jestem zaabsorbowany pakowaniem :-) jak zwykle na ostatni moment.
Pakowanie się do dwóch walizek z jednej strony jest dobrą okazją aby pozbyć się niepotrzebnych rzeczy, a z drugiej zawsze weryfikuje to, co rzeczywiście człowiekowi jest potrzebne w życiu codziennym: habit, szaty i akcesoria liturgiczne, ubrania i kilka przedmiotów codziennego użytku.
W związku z wyjazdem często byłem ostatnio pytany czy się denerwuje? Odpowiadając na te pytania muszę powiedzieć, że nie denerwuję się. Na razie trochę myślę nad samą podróżą, jestem raczej ciekawy tego, co mnie spotka już za k…

Hajmat

Obraz
Wszędzie dobrze ale ... nie ma jak to hajmat*


W ostatni weekend przed wyjazdem na misje przywędrowałem w moje rodzinne strony.
Pobyt w domu rodzinnym jest dla mnie z jednej strony czymś wspaniałym, ponieważ klimat jaki tutaj panuje jest niezwykły: świeże powietrze, rodzinna atmosfera; z drugiej strony zawsze przyjeżdżam tutaj z pewnym sentymentem. Wspominam czasy młodości, wypady z kolegami, przesiadywanie na przystanku autobusowym, przygody ... dalej nie będę opisywał szczegółów, zainteresowani wiedzą o co chodzi :-)
Choć wiem, że przed wyjazdem do Boliwii teraz są moje ostatnie chwile z rodziną, to jednak jakoś tego nie odczuwam, że przez pewien okres się nie zobaczymy, przecież Boliwia nie jest aż tak daleko :-) staram się przed wylotem spędzić z nimi jak najwięcej czasu. Przypuszczam, że może oni z troski o mnie, bardziej przeżywają ten wyjazd niż ja sam.
Rodzina to jedna strona, druga to mieszkańcy Książenic, którzy zawsze byli dla mnie życzliwi. Głosząc teraz homilie na niedziel…

Listo

Obraz
A ty które słowo często powtarzasz?

Czas lipca i sierpnia minął mi w towarzystwie misjonarzy którzy, przyjechali na urlop. Byli to moi współbracia - misjonarze, którzy pracują w Boliwii. Wiele czasu z nimi spędziłem, trochę się z nimi związałem. Mieliśmy wspólne wyjazdy, spotkania, rozmowy, rekreacje ...
Kiedy z nimi przebywałem zauważyłem, że każdy z nich ma swoje słowo które często powtarza, niby taki przerywnik. Tak zauważyłem: "carramba", "fe y alegria" (wiara i radość) ... a jeden z nich często mówił "listo" co oznacza gotowy, bystry ...
Kiedy wyjeżdżali kilka dni temu do Boliwii i telefonicznie żegnałem się z nimi, trochę mi było żal, że już jadą, ale wiedziałem że kiedy tam przyjadę to znowu się z nimi spotkam. Niestety z jednym z nich już się nie spotkam w Boliwii, dziś otrzymaliśmy wiadomość że zmarł o. Gustaw.
W tym roku miałem okazję bliżej go poznać. Przyjemnie mi się z nim rozmawiało. Podczas naszych spotkań wiele opowiadał o Boliwii, udziela…

Jerozolima

Obraz
Istniejemy oraz żyjemy w jakimś miejscu i czasie.
Tak jak Chrystus działał w konkretnym miejscu tak samo i ja miałem swoją ... Jerozolimę...
W Jerozolimie znajdziemy stare budynki, dawną architekturę, wąskie uliczki ... podobnie jest w parafii w której pracowałem przez dwa lata w Bytomiu. Stare budynki, które są zniszczone przez czas i człowieka tworzą swoisty klimat tego miejsca.
Dziś mogłem znowu przywędrować, choć na chwilkę na "stare śmieci", do miejsca gdzie wiele doświadczyłem. Choć mój pobyt jest tutaj dziś  "przelotny" związany bardziej z odwiedzinami i załatwianiem spraw papierkowych, to jednak chętnie wracam do mojej Jerozolimy. Pamiętam jak rozpoczynałem tutaj pobyt... a dziś wracam tu do naszego klasztoru jako gość. Bracia jak zwykle serdecznie mnie przyjęli. Odwiedzając znajomych mogłem powspominać "stare czasy".
W Jerozolimie miały miejsce piękne, wzniosłe, cudowne i bolesne doświadczenia Jezusa; tak samo i w mojej Jerozolimie dużo się tutaj…

Odwiedziny

Obraz
Prowadząc wędrówkę przez życie, jako podróżnicy odwiedzamy ludzi, miejsca...
Nasz klasztor także Ktoś odwiedził, Ktoś kto wędruje ...

Oczywiście chodzi o peregrynację obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, który peregrynuje po męskich klasztorach. Nie przypuszczałem, że jeszcze we wrześniu, przed wyjazdem na misje będę miał okazję kontemplować to wyjątkowe oblicze ... 
Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że dla mnie to kolejne spotkanie w tym roku z Matką Boską Częstochowską. W czerwcu taka peregrynacja była w diecezji gliwickiej i kiedy byłem tymczasowo w naszym klasztorze w Bytomiu akurat "Maryja nas nawiedziła". 
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1728443277406238&id=1559296660987568
Następnie to ja udałem się z wizytą do Częstochowy biorąc udział w Rybnickiej Pieszej Pielgrzymce.
https://www.facebook.com/1559296660987568/photos/a.1570392839877950.1073741828.1559296660987568/1751537851763447/?type=3&theater
Teraz Matka Boska przybyła ponownie do mn…

Symbol

Obraz
Warsztaty misyjne dobiegły końca. 


Dawno nie widziałem i nie odczułem takiego braterstwa, jedności, otwartości miedzy naszymi prowincjami i gałęziami zakonnymi. Zauważyłem jak wspólny cel, którym są: misje i ewangelizacja potrafią połączyć ludzi. Opowieści jak nasi misjonarze współpracują miedzy sobą bez względu na przynależność do gałęzi zakonnej była dla mnie czymś niesamowitym. Jak zwykle podczas takich spotkań było wiele świadectw misjonarzy, którzy jeszcze bardziej "zapalili" mnie do wyjazdu na misje. Szczerze mówiąc już chciałbym wyjechać do Boliwii, choć mam pietra przed tym, że jeszcze mój hiszpański ma wiele do życzenia to mimo wszystko z niecierpliwoscią czekam na wylot. 

Ostatniego dnia mieliśmy wspólne "wędrowanie" po Krakowie. Rozpoczęliśmy od Eucharystii przy relikwiach błogosławionych Michała i Zbigniewa (u franciszkanów konwentualnych) następnie poznaliśmy gościnność braci na reformacyjnej i bernardyńskiej. Po tym udaliśmy się do Łagiewnik, aby w godzi…