poniedziałek, 12 września 2016

Hajmat

Wszędzie dobrze ale ... nie ma jak to hajmat*


W ostatni weekend przed wyjazdem na misje przywędrowałem w moje rodzinne strony.
Pobyt w domu rodzinnym jest dla mnie z jednej strony czymś wspaniałym, ponieważ klimat jaki tutaj panuje jest niezwykły: świeże powietrze, rodzinna atmosfera; z drugiej strony zawsze przyjeżdżam tutaj z pewnym sentymentem. Wspominam czasy młodości, wypady z kolegami, przesiadywanie na przystanku autobusowym, przygody ... dalej nie będę opisywał szczegółów, zainteresowani wiedzą o co chodzi :-)
Choć wiem, że przed wyjazdem do Boliwii teraz są moje ostatnie chwile z rodziną, to jednak jakoś tego nie odczuwam, że przez pewien okres się nie zobaczymy, przecież Boliwia nie jest aż tak daleko :-) staram się przed wylotem spędzić z nimi jak najwięcej czasu. Przypuszczam, że może oni z troski o mnie, bardziej przeżywają ten wyjazd niż ja sam.
Rodzina to jedna strona, druga to mieszkańcy Książenic, którzy zawsze byli dla mnie życzliwi. Głosząc teraz homilie na niedzielnych mszach czułem się jakbym miał znowu prymicje. Ludzie przychodzili do mnie życząc mi powodzenia na misjach, wspierając mnie duchowo i materialnie. Koledzy którzy zostali po mszy, aby jeszcze chwilkę ze mną pogadać. Wspaniałe uczucie, kiedy wiem, że moja wioska to tak na prawdę jedna wielka rodzina ... Oczywiście nie mógłbym zapomnieć o proboszczu - niezwykły człowiek, jednym słowem jest dla mnie przykładem.
Kiedy czytam Pana Tadeusza, a dokładnie inwokacje: "Litwo, Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie;
ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił." to mam wrażenie, że pisał o moim hajmacie - o Książenicach.
*hajmat - region, z którym ktoś czuje się związany, ojczyzna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.