sobota, 24 września 2016

Larmo

No to przeprowadzka...

Pobyt w Santa Cruz dobiegł końca. 
Dokumenty poskładane w urzędach … teraz trzeba oczekiwać na „ekspresową pracę” tutejszych urzędników. Mile będę wspominał chwile spędzone w naszej bazie misyjnej. Mieszkałem tam we wspólnocie międzynarodowej, musieliśmy się jakoś dogadać: po hiszpańsku, polsku, niemiecku - czasami było śmiesznie … jak to jeden ze współbraci zauważył, że nasza wspólnota to „wieża Babel” każdy w innym wieku, innej narodowości, inny język ojczysty – a mimo to jakoś się rozumieliśmy.
Na dniach mieszkało z nami dwóch naszych współbraci biskupów. Swoją postawą prostoty, modlitwy, braterstwa bardzo mnie pozytywnie zbudowali.
Obecnie przebywam w Ascención de Guarayos aby tymczasowo pomóc tutejszym współbraciom. Droga którą musiałem pokonać samochodem, za kierownicą „ubogaciła” mnie doświadczeniem jakości dróg boliwijskich. Ale po przejechanych 150 kilometrach już swobodnie przyzwyczaiłem się do tutejszych warunków drogowych. W sumie Ascención de Guarayos jest oddalone jakieś 300 km od Santa Cruz, ale po drodze odwiedziliśmy dwie parafie w których pracował jadący ze mną współbrat.
Kiedy przyjechaliśmy do Ascención zaskoczyły mnie … dzieci, a dokładnie ich ilość biegająca po ogrodzie klasztornym. Powodem ich obecności jest szkoła muzyczna znajdująca się na terenie klasztoru. Wychodząc z samochodu widziałem bawiące się dzieciaki, które grały (niektóre próbowały grać) na skrzypcach i innych instrumentach – jednym słowem kakofonia. W pierwszej chwili zrodziła mi się myśl: „poobiedniej siesty to ja w tym klasztorze nie będę miał, bo jest tu jedne wielkie larmo*" :-)
Mija mi tutaj trzeci dzień pobytu i widzę jak przez teren klasztorny mnóstwo dzieci przewija się niczym ludzie na targu, ale jakoś mi to za bardzo nie przeszkadza, bo jak człowiek ciągle ma zajęcie to nawet nie zwraca na to uwagi. Trochę jestem zaabsorbowany uzyskaniem dostępu do internetu, ponieważ mam z tym problem. W prawdzie bez „neta” da się spokojniej żyć, ale patrząc na tutejsze środki komunikacyjne to mimo wszystko internet wychodzi najekonomiczniej.
Przypomina mi się moment jak przyleciałem do Boliwii do Santa Cruz to wspominaliśmy w naszym zakonie tajemnicę stygmatów św. Franciszka z Asyżu. Drugiego dnia pobytu w Ascención wspominany w liturgii innego stygmatyka – św. o. Pio … te stygmaty ciągle mi towarzyszą i powoli zaczynam doświadczać „stygmatów życia misyjnego” …

*larmo – hałas :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.