Stygamty

Przywitały mnie stygmaty ...


Pierwszy dzień pobytu w Boliwii był dniem kiedy w naszym zakonie świętowaliśmy pamiątkę stygmatów św. Franciszka z Asyżu. Mam takie przeczucie, że mój pobyt w Boliwii będzie podobny do stygmatów, które otrzymał nasz zakonny założyciel. Przyniosły one wiele cierpienia, bólu ale i zarazem słodyczy naznaczonej obecnością Pana. Przypuszczam, że mój pobyt w Boliwii i tutejsza wędrówka przyniosą nie raz cierpienie, ból ale przede wszystkim słodycz płynąca z obecności Pana.
Podróż okazała się przyjemna, choć w samolocie spędziłem wiele czasu i czekały mnie przesiadki w Frankfurcie oraz Sau Paulo, to mimo wszystko jak dla mnie podróż zaliczyłbym do udanej. Tym bardziej widząc niezwykłe ingerencje Pana Boga w nadawaniu bagażu i wielu innych sytuacjach wiedziałem, że nie lecę sam ...
Boliwia przywitała mnie ... silnym wiatrem. Samolot kiedy lądował w Santa Cruz de la Sierra miał pewne problemy, związane ze zmaganiem się z silnymi porywami wiatru. Przez okno w samolocie widziałem jak pod wpływem "norte" (tak nazwali ten wiatr) wyginały się gałązki palmowe.
Załatwiając sprawy papierkowe na lotnisku i podczas kontroli bagażowej już zauważyłem, że Boliwia to inny świat ... i różni nas nie tylko sześciogodzinna zmiana czasu ale wiele innych zachowań ...
Współbracia już oczekiwali i przywitali mnie na lotnisku, po czym razem udaliśmy się do naszej "bazy misyjnej" San Antonio w Santa Cruz. W drodze do klasztoru zauważyłem stare zniszczone prowizoryczne domki, połamane drzewa palmowe, chaotyczny ruch uliczny w którym mimo wszystko zachowany był pewien porządek, śmieci przemieszczające się po ulicy pod wpływem wiatru oraz specyficzny zapach spalin (współbrat powiedział mi, że tak śmierdzi ekologiczne brazylijskie paliwo :-)
W klasztorze jest dostęp do internetu i przez najbliższe kilka dni będę tu załatwiał sprawy papierkowe. Następnie udam się do konkretnej pracy misyjnej, ale jeszcze nie wiem gdzie.
Pierwszego dnia spotkałem dwóch moich współbraci trzech polaków którzy tutaj pracują i miałem już okazję jeździć Toyotą Land Cruiser. Byłem w naszej dojazdowej kaplicy i koncelebrowałem Eucharystię.
Był to dzień pełen wrażeń ... ale to co najbardziej utkwiło mi w głowie, to jeden z moich współbraci który w naszej kaplicy nabożnie się modlił... niby nic nowego, nadzwyczajnego ale był to piękny widok.
I tak upłynął dzień pierwszy ...


Komentarze