Taxi, żydówka i gringo

Od niedzieli większość dnia spędzam w drodze ... z miejsca na miejsce ...
Po przyjeździe do Boliwii pierwszą rzecz, którą muszę zrobić to zająć się moim statusem prawnym i zadbać o dokumenty. A tutaj to nie jest takie proste i szybkie jak w Polsce...
Czas załatwiania swoich dokumentów upływa mi w towarzystwie kobiety - żydówki, która zajmuje się uregulowaniem naszych "papierów".  Ze względu na wielki i chaotyczny ruch uliczny, który jest w Santa Cruz korzystamy z taksówek, które patrząc na stan techniczny część z nich nie byłaby dopuszczona do ruchu na polskich drogach, ale nie w Boliwii - tu jest inny świat. Wymaga to sporej dawki cierpliwość, na szczęście señora która mi towarzyszy zna się na wszystkim, a ja dotrzymując jej kroku staram się robić dobrą minę, udając że rozumiem co w urzędach do mnie mówią. Po przylocie, na lotnisku otrzymałem wizę na 30 dni więc trzeba się śpieszyć z tymi dokumentami, żeby mnie "kulturalnie nie wyprosili" z Boliwii. Mam nadzieję, że Opatrzność Boska zadba o resztę.
W międzyczasie byłem zatwierdzić moje prawo jazdy międzynarodowe, które wyrobiłem sobie w Polsce. Po przedstawieniu go otrzymało ono rok ważności, a po roku czeka mnie egzamin i wymiana na "prawko" boliwijskie.
Sporo zachodu kosztowało mnie zdobycie numeru telefonu komórkowego na kartę i uruchomienie go ... najpierw udaliśmy się do przedstawicieli sieci komórkowej, gdzie otrzymałem kartę sim, jednakże musieli mnie "odnotować" że staję się właścicielem tego numeru. Następnie wkładając kartę do mojego telefonu okazało się ... że nie działa ... Kobieta tłumacząc mi powiedziała że telefony kupione w Europie mają jakąś blokadę i nie działają w Boliwii więc muszę się udać do serwisu. Po przyjeździe do serwisu, wyglądem przypominającym warsztat, który w piwnicy ma mój tata; sprawdzono mi telefon i okazało się że ... karta sim jest zepsuta!!! Nie pozostało mi nic innego jak z powrotem udać się do biura przedstawicieli sieci komórkowej i prosić o nową kartę. Po przyjeździe otrzymałem nowy czip, który działał - dawno się tak nie cieszyłem z działającej kary sim. Oczywiście karta sim nie miała żadnej kwoty i trzeba było ją doładować, ale to zrobiliśmy już w innym miejscu. Najpierw trzeba było zjeść obiad bo juz mi trochę sił brakowało. Dzięki tej bieganinie za kartą sim poznałem pewną rodzinkę, u której zjedliśmy smaczny obiadek ...

Komentarze