Chleb na stole

Stół dla nas ma ważne znaczenie…
Kiedy kupujemy wyposażenie do nowo wybudowanego domu to jako jeden z pierwszych mebli kupujemy stół. Dlaczego? Bo przy stole spotykamy się, jemy posiłki, możemy porozmawiać i przy stole każdy ma swoje miejsce. Jeśli kogoś zabraknie i miejsce pozostanie puste to wiemy jakoś podświadomie, że nie jesteśmy w komplecie.
W życiu naszej misji w Ascención też mamy stół, ale jest on wyjątkowy …
Jego wyjątkowość nie polega na jego nowości, jakości drewna, wielkości tylko na tym, że wciągu dnia bardzo wiele ludzi a dokładnie dzieci i młodzieży się przy nim gromadzi. A jaki jest powód tego, że się gromadzą? Najczęściej taki, że na tym stole jest chleb.
Współbrat a zarazem mój przełożony ma bardzo czułe serce na punkcie głodnych dzieci. Dlatego codziennie rano i wieczorem wystawia na ten stół różne rodzaje pieczywa, aby dzieci oraz młodzież mogli coś zjeść.
Często słyszę pytanie, które w swoim zabieganiu kieruje on do dzieci: „jedliście?” i zaraz słyszę jak przynosi im coś do jedzenia i do picia. Dzieci za to go kochają, bo dzięki niemu nie chodzą głodne. W ogóle dzieci jakoś polubiły to miejsce przy stole, który jest: stary, trochę zniszczony, ponieważ znajduje się na wolnym powietrzu i chroni go jedynie daszek. Jednakże dla tych dzieci nie ważna jest jakość i piękność stołu tylko to, co na nim jest.  Po tym jak się dzieciaki posilą przychodzą pod pokój mojego współbrata i słyszę jak prawie każdy z nich mówi „gracias Padre” tzn. dziękuję ojcze.
Każdy z nich ma przy tym stole swoje miejsce, każdy może tutaj przyjść, posiedzieć, pożartować, coś zjeść czegoś się napić. Dzięki trosce o to, aby dzieci i młodzież nie miały pustych żołądków wszyscy tutaj kochają mojego współbrata. Co do mojej osoby dzieci są jeszcze trochę nieufne, muszą mieć po prostu trochę czasu, aby się do mnie przekonać, ale ze względu na moje „gafy językowe”, niebieskie oczy (którymi są zauroczeni, ponieważ tutaj w Boliwii rzadko kto ma niebieskie oczy) i żarty które robię szybko zanika bariera w naszych relacjach.
Podziwiam te dzieci, szczególnie wtedy kiedy się modlą, ponieważ robią to szczerze i autentycznie. Kiedy sprawuję Eucharystię i widzę jak niektóre z nich śpiewają „perdoname Señor” tzn. „wybacz mi Panie” to aż serce robi mi się miękkie, ze względu na ich uczucia, które wkładają w modlitwę. Podobnie kiedy jestem w szkole przychodzą one do mnie i dzielą tym, co mają: ciasteczkami, chrupkami. Sami niewiele mają a jeszcze chcą się tym, co mają podzielić ze mną. To coś niesamowitego - ta dziecięca prostota, szkoda tylko że z czasem życie i twarda rzeczywistość zmieniają tych szczerych, prostych aniołków na wyrachowanych cwaniaków.
Widzę, że jeden stary, zniszczony stół potrafi wiele zmienić w życiu człowieka. Czasami jako Europejczycy mamy stoły ładne, nowe, czyste, wiele się na nich znajduje … ale brakuje przy nich ludzi, którzy spotkaliby się, porozmawiali …


Komentarze