Dzicz

Misje w Boliwii dla wielu ludzi kojarzą się z egzotyką, wyjątkową roślinnością … zupełnie inną kulturą. Jeśli ktoś tak myśli to niestety, ale muszę go zmartwić … ma rację :P
Boliwia jest bardzo różnorodna i wyjątkowa. Obszarowo jest trzy razy większa od Polski. Pod względem ludności jest tutaj trzy razy mniej ludzi niż w Polsce. Czyli logicznie myśląc ludzie są tutaj rozsiani w małych grupkach na dużych odległościach. Nasza praca misyjna także jest zróżnicowana. Misjonarze pracujący na zachodzie Boliwii mają klimat górski, trochę surowy, gdzie roślinność i zwierzyna w swojej różnorodności są uboższe niż na wschodzie kraju. Ja pracując na Guarayos czyli nizinny wschód Boliwii na co dzień jestem otoczony palmami, bogatą roślinnością i różnymi rodzajami zwierząt. Palmy które tutaj rosną różnią się między sobą, dlatego spotykamy tutaj ich trzy rodzaje. Na moich terenach przeważają palmy o nazwie „kusi”.
Zwierzęta także są bardzo wyjątkowe. Począwszy od małych żyjątek a skończywszy na anakondach i jaguarach. Aby dojechać do niektórych wiosek musze przejeżdżać przez dżunglę. A tam można się naprawdę wszystkiego spodziewać. Istna dzicz, która czasami mnie przeraża, a zarazem pociąga i fascynuje. 
Trzeba tutaj uważać na każde zwierzę ponieważ może być zarażone wścieklizną. Niebezpieczne są nietoperze nazywane tutaj „drakulami” które wbijają się w ciało, wysysają trochę krwi i zostawiają po sobie wielkie starty w organizmie: zawsze rana i bardzo często wścieklizna. Dlatego trzeba szybko udać się do lekarza w celu … przeżycia. Wcześniej nie wiedząc o tym, swobodnie sobie chodziłem nocą w koszulce po naszym klasztornym podwórku, ale kiedy współbrat  i o tym powiedział … przestałem rekreować się po zmroku na świeżym powietrzu.
Zdecydowanym naszym wrogiem są komary, które roznoszą różne choroby. Nigdy nie wiadomo co się będzie działo, kiedy komar cię "dziabnie", dlatego w oknach i drzwiach mamy moskitiery, które chronią nas przed nimi. Wchodząc na pole albo do dżungli trzeba mieć założone wysokie buty, które stanowią pewną ochronę przed wężami.
Oczywiście są także i pająki, tarantule na które lepiej nie nadepnąć. Uważać trzeba na skorpiony i grzechotniki choć jeszcze żadnego z nich nie widziałem. W rzekach żyją sobie różne stworzonka których lepiej nie poznawać: kajmany, aligatory, anakondy, piranie, które także z ludzi mogą sobie zrobić obiadek. 
Niestety egzotyka budzi podziw, ale jest też i niebezpieczna. Ostatnio w jednej wiosce która jest na terenie mojej parafii, którą się opiekuję; jaguar zaatakował człowieka, gdy ten spał (ponoć w swoim domu). Efekt był taki, że zwierzę rozszarpało ludzkie ciało na kawałki. Kiedy to opowiadałem mojemu współbratu ten żartobliwie powiedział: „ dziś to nie byliśmy my”. Więc i takie dramatyczne przypadki się zdarzają. W przypadku tego jaguara jest to rzadkość, ale jak widzimy … jednak się to zdarza. Już nie wspomnę o tym jak jedna siostra zakonna opowiadała mi, że człowiek wpadł do rzeki i został zjedzony przez piranie. Kiedy ktoś czyta te moje "wypociny", może się przerazić tą dziczą, która tutaj panuje - ale spokojnie!!! Wielu ludzi tutaj żyje i jakoś dają sobie radę. Trzeba po prostu poznać pewne mechanizmy zachowania zwierząt i roślin. Kiedy człowiek trochę przyzwyczai się do dziczy i dżungli to po pewnym czasie nawet na pewne rzeczy nie zwraca uwagi. Choć mimo wszystko trzeba uważać i być czujnym. Każdy dzień przeżyty tutaj przeze mnie jakoś jest bardziej doceniany, bo wiem że wiele niebezpieczeństw na mnie czyhało a ja dzięki Bogu przeżyłem. Z drugiej strony i w Europie także można na różne sposoby zginąć, więc trzeba być zawsze przygotowanym na …

Komentarze