Padre, spóźniłeś się ...

Kiedy byłem na studiach były sytuacje, kiedy spóźniałem się na wykłady … czasami tych sytuacji było sporo …

Każdemu z nas zdarzyło się na coś spóźnić: pociąg, autobus, lekcje, spotkanie …
Osobiście nie lubimy jak ktoś się spóźnia na umówione wcześniej z nami spotkanie. Jednakże są takie sytuacje, które mimo naszej szczerej i dobrej chęci utrudniają nam dojście na czas w umówione miejsce. Tak było i w moim przypadku … spóźniłem się … i to bardzo. A wszystko zaczęło się tak …
Ostatni weekend był dla mnie czasem poznawania nowych wiosek, które przynależą do parafii którą się opiekuję.
W sobotę udałem się do jednej wioski aby odprawić im msze już niedzielną. Tydzień temu wcześniej się z nimi umówiłem, że będę o godzinie 16:00. Zabrałem więc ze sobą jednego ministranta i jednego chłopaka, który miał prowadzić śpiew podczas mszy świętej. Przygotowałem wszystkie rzeczy i przedmioty potrzebne do odprawienia mszy, zapakowaliśmy się do pikapa i ruszyliśmy w drogę … trochę nas kilometrów czekało przez las (dżunglę) więc podziwialiśmy widoki: krowy, byki, konie które tutaj sobie  same wolno chodzą po drodze, podobnie jak pieski w Polsce. Później spotkaliśmy vaceros czyli tych którzy zaganiają krowy … ja oczywiście przy swoim zezowatym szczęściu musiałem akurat samochodem „wpakować” się w takie stado krów, które chodziły sobie po drodze i wcale się mną nie przejmowały. Trochę czasu zajęło mi to, aby krowy łaskawie się przesunęły i zrobiły mi miejsce, abym w końcu wyjechał z ich stadka, które mnie otaczało. 
Podroż była bogata w różne doświadczenia. Po przyjeździe do wioski w której miałem celebrować Eucharystię pod drzewkiem jak to tam mam w zwyczaju … okazało się, że ludzie nie przyszli na mszę. Byli oczywiście w wiosce, ale nic nie było przygotowane, żaden stolik, obrus, świece – jak to zazwyczaj robią. Tym razem w wiosce przywitał mnie kurz, piasek i wiatr … Ludzie oczywiście byli, ale chyba ktoś ich wprowadził w błąd, albo po postu nie chcieli przyjść. Nic innego mi nie pozostało jak z dobrym humorem wrócić do siebie.
Następnego dnia - to była niedziela, na mojej trasie Eucharystycznej którą przemierzałem pojawiła się nowa wioska, do której wcześniej dotarła informacja, że przyjadę sprawować mszę świętą. Zazwyczaj w weekend mam dziennie kilka mszy w różnych miejscach, więc jedna wioska dla mnie nie miała większego znaczenia. Tym bardziej, że ludzie byli poinformowani – spokojnie się do nich udałem. Po przejechaniu trasy dotarłem do wioski, znalazłem malutką kapliczkę z figurką Matki Boskiej, drewniany stolik. Wysiadłem z samochodu moimi towarzyszami: katechistka, dwie ministrantki i jeden ministrant … ale ludzie nie przyszli. Po raz kolejny towarzyszył mi tylko piasek z ulicy, który był unoszony przez wiatr. 
Ludzie dobrze wiedzieli, że jestem, bo przejeżdżali na motorkach obok kaplicy, widzieli mnie, ale bez reakcji … w wypadku tej wioski musze szczerze powiedzieć, że „spóźniłem się” … i to nie godzinę … ale kilka tygodni … miesięcy … lat.  Powód dla którego ludzie nie przyszli na Eucharystię był taki: jakiś czas temu cała ta wioska była katolicka, ale kapłan przestał regularnie do nich przyjeżdżać. Nie wiem dlaczego nie przyjeżdżał, może było daleko … może miał tyle pracy, że nie dał rady. Choć się mu nie dziwię. Tyle kilometrów do wiosek przez dżunglę, a wiosek sporo – choćby się człowiek dwoił i troił nie da rady do wszystkich przyjechać. W konsekwencji wioska pozostała bez kapłana i to gry wcisnęła się … sekta, która dotarła na wioskę. Ludzie byli spragnieni Boga, nie było kapłana (z powodu braków kapłanów) więc przeszli do sekty czy jakiegoś odłamu ewangelickiego. A jak już się pojawił kałan w osobie o. Karola to ludzi to nie ruszało. Oto dlaczego nie przyszli na mszę. Spóźniłem się kilka tygodni … miesięcy … lat.
Oczywiście Eucharystii tam nie celebrowałem. Ludzi nie było - to musiałem wracać. W drodze powrotnej, czułem pewien niesmak … jak to brak kapłanów może mieć wielki wpływ na wiarę ludzi.  Jak to po powrocie jedna siostra zakonna mi powiedziała – takie są właśnie misje.
Cóż mi pozostaje … zostawić tą wioskę? Zrezygnować z niej? Oczywiście, że nie!!! Nie poddam się, nie z moim śląskim charakterem!!! Szlak przetarłem, pokazałem się ludziom. Za jakiś czas znowu tam przyjadę … do skutku!!! Aż ludzie zrozumieją, że znowu mają kapłana, który będzie im sprawował Eucharystię. Choć wiem, że będzie trudno, bo jak już są w sekcie to teraz ciężko będzie im wyjść z niej … ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.
Trzeba odkryć wartość czasu i nie ma co się spóźniać, bo efekty mogą być przykre. Pisząc o spóźnieniu się do tych ludzi, którzy kiedyś czekali a dziś już nie – przypomniały mi się pewne wartościowe słowa:
Jeśli chcesz poznać wartość roku zapytaj studenta, który odpadł na egzaminach końcowych.

Jeśli chcesz poznać wartość miesiąca porozmawiaj z matką, która urodziła zbyt wcześnie dziecko.

Jeśli chcesz poznać wartość tygodnia pogadaj z wydawcą tygodnika.

Jeśli chcesz poznać wartość godziny zapytaj o to zakochanych, którzy nie mogą doczekać się spotkania.

Jeśli chcesz poznać wartość minuty zapytaj o to tego, który spóźnił się na pociąg lub autobus.

Jeśli chcesz poznać wartość sekundy porozmawiaj z kimś kto przeżył wypadek.

Jeśli chcesz poznać wartość milisekundy porozmawiaj z kimś kto na igrzyskach olimpijskich zdobył srebrny medal.

Czas na nikogo nie czeka, zbieraj i wykorzystaj wszystkie chwile, które pozostają, ponieważ są tego warte.




Komentarze