poniedziałek, 28 listopada 2016

Potraktowany z buta

„Jak trwoga – to do Boga” – większość z nas doskonale zna to przysłowie. Odzwierciedla ono reakcję i naszą kondycję duchową, która zależna jest od tego, czego na co dzień doświadczamy. Zazwyczaj wtedy, kiedy jest ciężko przypominamy sobie o Bogu i do Niego przychodzimy. W Boliwii do Boga przychodzą nie tylko ludzie …
Sprawując sakramenty, celebrując Eucharystie w przeróżnych warunkach, min w:  dżungli - pod palmami,  szkole, ogrodzie, spichlerzu, cmentarzu itd. zawsze mam oryginalne i jedyne w swoim rodzaju otoczenie. Chodzi mi nie tylko o naturę, budynki ale także o ludzi. Ciężko wyczuć moment kiedy można sprawować Eucharystię, bo przejeżdżając na wioskę zazwyczaj rzadko co jest przygotowanie, a przy tym nie ma ludzi, choć zostali wcześniej zawiadomieni o moim przyjeździe. W takiej sytuacji uderza się w dzwon, albo raczej w to, co przypomina dzwon.
Otóż w każdej wiosce musi być „dzwon” który zwołuje ludzi. Najczęściej tym dzwonem jest: felga z samochodu, metalowa rura lub jakieś żelastwo które wisi na sznurku. Trzeba po prostu uderzać w nie w tak długo aż przyjdą ludzie. Zazwyczaj narobi to wielkiego hałasu – no ale w końcu o to chodzi. Ludzie schodzą się powoli, mają czas (w przeciwieństwie do mnie). To co mnie pozytywnie u nich zaskakuje, to reakcja na moją osobę. Tam gdzie są katolicy, ludzie widząc mnie nagle wszystko pozostawiają, wszelką pracę i idą na Eucharystię (praca nie zając – nie ucieknie). Nawet jak już trwa Eucharystia to ludzie spokojnie jeszcze spóźnieni przychodzą, aby załapać się na błogosławieństwo.
Przychodzą dzieci, matki z niemowlakami, mężczyźni ubrudzeni - bo w końcu oderwałem ich od codziennej roboty – ale przychodzą i to się liczy. Jednakże oprócz ludzi na Eucharystię przychodzą także … zwierzęta, począwszy od psów a skończywszy na kozach, owieczkach. Zawsze się śmieję w takich momentach, kiedy pod „ołtarzem” – stolikiem siedzi mi pies, albo kiedy koza lub owca przyjdą i będąc obok mnie zaczynają po swojemu beczeć. Ludzi to w ogóle nie rusza ponieważ są do ich obecności przyzwyczajeni. Dzieci przytulają małe owieczki i kozy traktując je jak maskotki; a ja sobie tłumaczę że każde stworzenie chce przyjść na spotkanie z Panem Bogiem. Choć jak ostatnio przyszły krowy to troszeczkę się bałem, że przewrócą stolik a razem z nim i mnie; na szczęście przeszły obok nie robiąc szkód i zamieszania. Czasami ktoś z ludzi, którzy uczestniczą we Mszy Świętej przegoni te zwierzęta bo w końcu nie wiadomo czy bezpańskie psy, które przyszły nie mają wścieklizny i kogoś nie ugryzą.
Jakiś czas temu kiedy sprawowałem Eucharystię w kaplicy, nagle coś do niej wleciało, zrobiło okrąg nad kaplicą i wylądowało na środku tuż przed ołtarzem. Ja nie znając jeszcze wszystkich zwierząt zostawiłem je w spokoju. Wyglądało jakby mieszanka ptaka i wielkiego robala, więc tym bardziej go nie dotykałem, bo nie wiedziałem co zrobi. Kiedy przyszedł czas komunii świętej ja stanąłem sobie obok tego wielkiego latającego robala i spokojnie udzielałem ludziom Pana Jezusa. Wszystko było dobrze do momentu zakończenia Eucharystii… kiedy razem z ministrantami schodziłem przed ołtarz aby uklęknąć na zakończenie przez nieuwagę trąciłem robala … i nagle zaczął tak głośno piszczeć, że w kaplicy zrobił się wielki hałas … a ja w akcie desperacji i w odruchu bezwarunkowym będąc w szatach liturgicznych, stojąc na środku kaplicy zrobiłem zamach i … mocno „z buta”  potraktowałem robala. Ten z kolej po moim kopnięciu nabrał takiego pędu, że wzbił się niczym samolot w powietrze i wyleciał z kaplicy. Efekt był taki, że ludzie będący w kaplicy (głównie dzieci i młodzież) widząc moją reakcję nie umieli powstrzymać się ze śmiechu; gdyż okazało się że to było zwykłe bezbronne zwierzątko, a ja potraktowałem je stanowczo i bez miłosierdzia – butem.
Była to trochę śmieszna sytuacja – albo nawet bardzo :-) ale pokazuje ona jak często nie znając czegoś lub kogoś chcemy to potraktować „z buta”, bojąc się że jest dla nas zagrożeniem. Wiele nowych sytuacji będzie nas spotykało w codzienności; ludzie których nie znamy nagle pojawią się na naszej drodze życia, nowe wyzwania i obowiązki przyjdą nam do zrealizowania … obyśmy w wyniku naszej ignorancji i strachu przed czymś nowym nie potraktowali tego „z buta” – tak jak ja potraktowałem latającego robalo-ptaka. O tym że był on bezbronny i za bardzo nie robi krzywdy dowiedziałem się dopiero po czasie – ale wtedy było już za późno – moja reakcja zrobiła swoje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.