piątek, 18 listopada 2016

Zamarło życie

Kiedyś zastanawiałem się nad tym, czy w Boliwii jest taki moment, dzień, chwila, kiedy przychodzi spokój, cichnie muzyka, hałas…
Przeciętny świeżak, turysta, który przyjeżdża do Boliwii zauważa, że tutaj ciągle i pełną parą tętni życie. Muzyka tam, gdzie może gra na okrągło: w dzień i w nocy. Nie ma tu ciszy nocnej, więc jeśli ktoś mieszka w miasteczku to ma dwie opcje: albo się przyzwyczai do nocnych śpiewów, muzyki i hałasu albo musi się wyprowadzić, ponieważ psychicznie tego nie wytrzyma.
Ja choć w ciągu dnia pracuję na wioskach to akurat nocuję w takim miasteczku, w którym ciągle coś się dzieje i tętni ono non stop życiem. Ludzie jeżdżą tutaj motorkami w ciągu dnia i nocy. Dzieci beztrosko biegają, krzyczą i bawią się do późnych godzin nocnych. Muzyka w pobliskich prowizorycznych barach rąbie bez przerwy – a im głośniej tym dla tutejszych ludzi lepiej. Nie raz zastanawiam się nad tym, co takiego musi się stać, aby zapanowała tutaj cisza, by życie, codzienny hałas oraz harmider choćby na moment ucichły. Ostatnio odkryłem, że taki moment istnieje …
Życie tutaj zmienia się wtedy, kiedy zaczyna padać deszcz. W momencie jak z nieba lunie woda – tempo życia w Boliwii uspokaja się. Ludzie nie wychodzą z domów. Nie ma sensu wtedy na wiosce sprawować Eucharystii bo mieszkańcy i tak nie przyjdą. Samochody zaprzestają dalszej drogi, ponieważ powstaje na drogach błoto i w konsekwencji nie ma opcji aby przejechać. Jeśli ktoś nie ma w samochodzie napędu 4x4 a niefortunnie zatopi się w błocie (nie daj Boże w dżungli, gdzie nikt nie przejeżdża i gdzie telefon nie ma zasięgu) to musi się mocno głowić nad tym co dalej. Deszcz zmienia wszystko: ludzie nie przychodzą na umówione spotkania, dzieci wracają do domów, na ulicach milknie muzyka, drogi pozostają puste …
Niestety często opady deszczu są bardzo gwałtowne, tropikalne – przynajmniej w tych rejonach, gdzie mieszkam. Pogoda szybko się zmienia i kiedy pojawia się deszcz to przybiera on formę porządnej ulewy. Nie rzadko towarzyszy temu burza, podczas której pioruny walą gdzie chcą, a silny wiatr robi czystki w mieście. Ludzie mieszkają w prowizorycznych domach, jedni mają ściany z desek, dach z liści palmy. Niektórzy dorobili się blachy na dachu – ale wszystko jest tak zrobione - byle jak. Kiedy świeci słońce, jest upał nikt nie przejmuje się swoim domem w którym są dziury – bo im więcej otworów tym lepiej – lepsza wentylacja powietrza. Gorzej wtedy jak rozpoczyna się burza, ulewa i silny wiatr … Każdy może sobie wyobrazić co wtedy się dzieje w domach: ludzie tylko patrzą na to, kiedy i co się przewróci, w którym momencie wiatr coś im porwie lub kiedy ich zaleje woda…
Zazwyczaj podczas ulewy wyłączają prąd. Moim zdaniem nie robią tego specjalnie – ale dobrze, że tak jest, ponieważ ludzie w swoich prowizorycznych domkach mają energię, prąd – ale jest to wszystko wykonane w taki sposób, że strach pomyśleć co by się z tymi ludźmi działo podczas deszczu kiedy woda im leci na te gołe, niezaizolowane kabelki gdzie na końcu wisi żarówka. Uważam, że nie jeden mógłby zostać porażony gdyby podczas ulewy mieli prąd – więc to, że energię tutaj wyłączają nie zawsze musi być złe – często to ratuje ludziom życie. Nie raz współczuję tym ludziom nie tylko biedy, ale przede wszystkim tego, że nie chcą lub nie wpadną na taki pomysł, żeby stabilniej i bezpieczniej skonstruować swoje domki. Wiele rzeczy da się tutaj zrobić, trzeba tylko chcieć. Tutaj nie chodzi przede wszystkim o pieniądze, ale o to aby bardziej konstruktywniej, pewniej i przyszłościowo coś robili.
Ostatnio kiedy przyszła silna burza, deszcz zalewał podwórka, drogi, wiał silny wiatr, pioruny co chwilę uderzały, a ja w naszym murowanym domku z oknami, drzwiami i dziurawym dachem; latałem z wiadrami i szmatami aby ustawiać je pod przeciekającym dachem. Była to chyba najsilniejsza burza od mojego pobytu, na szczęście szybko minęła, ale co wtedy działo się w chatach i pseudo domkach to dobry Pan Bóg wie…
Z domkami i ich konstruowaniem jest tak jak w życiu duchowym: jeśli pójdziemy po kosztach, nie przyłożymy się do pracy, zrobimy coś byle jak, to po pewnym czasie nasz domek, marzenia, pragnienia zawalą się, a my będziemy żałować tego, że mogliśmy zrobić coś lepiej, solidniej – ale się nam nie chciało. Nie raz miałem takie odczucie względem samego siebie…
Deszcz, burza wiele tutaj zmieniają: przynoszą ciszę na ulicy, ludzie uciekają, aby się schronić, muzyka milknie … ale po każdej burzy zaczyna znowu świecić Słońce i życie wraca z powrotem do swojego rytmu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.