piątek, 23 grudnia 2016

Coraz bliżej święta …

Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia idą wielką parą. Sporo pracy, obowiązków, które trzeba spełnić. Trzeba jeszcze: kupić karpia, przygotować tradycyjne potrawy, umyć okna, przystroić choinkę, odśnieżyć podwórko ponieważ ubiegłej nocy nasypało metr śniegu – tak to wyglądałoby w Polsce … tutaj w Boliwii jest inaczej …
Dla mnie przygotowania do świąt mają inny charakter niż w Polsce. Inny klimat, bo Słonce mocno świeci, temperatura 34 stopnie. Nie stroi się tutaj choinek, ponieważ ich nie ma. Jedynie na targu można kupić jakieś małe, sztuczne drzewko, które miało przypominać choinkę. Więc co się tutaj stroi? Jak ktoś ma lampki to stroi się wszystko: palmy, płot, okno. Gdzie nie gdzie można kupić kolorowe łańcuchy, bombki, ale tutaj gdzie mieszkam wielu ludzi nie ma pieniędzy na takie świąteczne świecidełka i bajery więc nic nie stroją. Jest tutaj zupełnie inny klimat przedświąteczny. Oczywiście przygotowuje się też wieczerzę wigilijną, ale o niej to napiszę w następnym poście.
To, co tutaj jest dla mnie nowe i bardzo mi się podoba to zwyczaj: „posad” czy jak to tam się pisze. Zwyczaj ten polega na tym, że w adwencie a dokładnie dziewięć dni przed Bożym Narodzeniem (czyli nowenna) rozpoczyna się wędrówka „Świętej Pary” czyli Maryi i Józefa. Na dziewięć dni przed świętami uroczyście w procesji wyprowadzane są z kościoła figurki „Świętej Pary” (jeszcze nie Świętej Rodziny bo Pan Jezus jeszcze się nie narodził) i wędrują po wioskach, dzielnicach … wprowadzane są do domów gdzie przez jeden dzień domownicy modlą się a następnie kolejnego dnia figurki procesyjne przy towarzystwie dzieci, śpiewów i radości przenoszone są do innego domu.
Nim figurki wprowadzi się do domu, najpierw trzeba spełnić pewien ceremoniał: kiedy procesja z figurkami dochodzi do mieszkania, drzwi z domu zamykają się. Milknie śpiew, wszyscy w ciszy spoglądają i słuchają tego co będzie się działo: niosący figurkę przybliżają się do drzwi i zaczynają prowadzi dialog z tymi, którzy są w domu. Rozmowa, którą przeprowadzają ukazuje prośbę o wpuszczenie gdyż Maryja ma porodzić Dziecię a nie ma gdzie to uczynić. Po dłuższym dialogu drzwi się otwierają a w domu jest już przygotowany mały ołtarzyk na którym kładzie się figurki i rozpoczyna się modlitwa. Po modlitwie dzieci dostają cukierki, które wcześniej musze kupić :-) i idziemy sprawować Eucharystię. Po Mszy świętej wyjeżdżam z wioski i wracam do siebie, natomiast dzieci idą do domu gdzie jest „Święta Para” i uczestniczą w wieczornych modlitwach.
Zwyczaj ten jest mocno wkorzeniony w tutejszą kulturę. Figurek, które wędrują po domach jest kilka par, ponieważ wielu ludzi chce przyjąć i dać schronienie dla Świętej Pary. Niestety czasami jest tak, że kiedy się wychodzi procesyjne z domu z figurkami nie ma chętnych którzy otworzyliby drzwi i zaprosili do domu. Wtedy wędruje się od domu do domu ... tak jak Maryja i Józef … i prosi się o wpuszczenie … czasami jest to smutny widok, ale ludzie wtedy mogą przypuszczać co czuła „Święta Para” kiedy nikt nie chciał dać im schronienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.