Dzieciątko

Czas szybko biegnie i nim się obejrzałem to pierwsze święta Bożego Narodzenia mam już za sobą. Na całym świecie chrześcijanie obchodzą te same pięknie i wyjątkowe „urodziny Pana Jezusa”. Jednakże towarzyszą temu różne lokalne zwyczaje i tradycje.
Wigilię Bożego Narodzenia spędziłem na odwiedzinach wiosek. Rano razem z bratem zakonnym wsiadaliśmy do samochodu i wyruszyliśmy do dwóch wiosek aby tam sprawować sakramenty. Po dłuższej podróży kiedy przyjechaliśmy do pierwszej wioski okazało się … że ludzie wyjechali z wioski. Dlaczego? Na wielu wioskach sporo ludzi pochodzi z zupełnie innych regionów Boliwii – jest to polityka państwowa polegająca na przesiedlaniu Boliwijczyków – tematu polityki nie będę kontynuował bo po co sobie psuć nastrój. Tak jest w przypadku tej wioski do której przyjechaliśmy, ludzi nie było ponieważ wyjechali do swoich rodzinnych stron aby spędzić święta. Nie pozostało nam nic innego jak wsiąść do samochodu i wyruszyć do drugiej wioski. Jak już dojechaliśmy na kolejna wioskę okazało się … że ludzi wyjechali … Ta wioska ma podobną sytuację co poprzednia. Mieszkańcy tej wioski także wybrali się w swoje rodzinne strony na święta. No to czas wracać … nic tu po nas.
Po powrocie do Ascencion zjadłem obiad i wyruszyłem do parafii San Pablo, aby tam z ludźmi rozpocząć celebracje świąteczne. W tym regionie gdzie pracuję ludzie spożywają wieczerzę wigilijną po pasterce, która jest o 22:00. Całe celebracje – nabożeństwo i jasełka rozpoczęły się o 21:00. Kiedy zakończyłem wszystko, wsiadłem do samochodu aby wrócić do mojej „bazy noclegowej”. Jak wróciłem to było po północy. Przebrałem się i poszedłem do sióstr zakonnych, które mieszkają niedaleko aby złożyć życzenia. Siostry już skończyły kolację więc ja szybko złożyłem im życzenia, zjadłem co miałem zjeść, wypiłem co miałem wypić :-) i wróciłem do siebie … i tak przeżyłem wigilię. Sama wigilia tutaj na Guarayos w Boliwii to podobnie jak w Polsce czas spędzony w rodzinie. Ludzie po pasterce zaczynają kolację w rodzinnym gronie. A co jedzą na wieczerze wigilijną? Odpowiedz jest krótka – to co mają. Nie ma tutaj jak w Polsce, że są specjalne świąteczne dania. To na co stać ich to jedzą, z tym że nie potrawy są tu najistotniejsze ale rodzina, która może się spotkać. Ja po pasterce rozdałem prezenty które przygotowałem dla ministrantów i dorosłych, którzy pomagają mi w pracy – żadne skarby to nie były ale głównie słodycze i ciasto z których bardzo się ucieszyli.
W Boże Narodzenie rano wyjechałem na wioskę aby sprawować sakramenty. Następnie wróciłem na obiad, który zjadłem u sióstr zakonnych i dalej ruszyłem w drogę aby w dwóch innych miejscach odprawić Eucharystię. Przyjechałem do siebie wieczorem i mogłem na spokojnie położyć się w moim hamaku, aby choć przez chwilkę popatrzeć na migające kolorowe światełka które rozwiesiłem sobie w pokoju. Z całych świąt Bożego Narodzenia na długo w pamięci zostanie mi przedstawienie przed pasterką, które zaprezentowali dzieci i młodzież w parafii San Pablo. Wszyscy pięknie się przyłożyli do odgrywania swoich ról. Jednakże podczas przedstawienia dziewczyna i chłopak, którzy odgrywali rolę Maryi i Józefa w momencie narodzenia Pana Jezusa mieli na swoich dłoniach nie lalkę ale żywego niemowlaka, który nagi mający chyba trzy miesiące zagrał główną rolę – samego Pana Jezusa. Dziecko było wyjątkowo spokojne. Było to niesamowite doświadczenie – pierwszy raz w życiu takie coś widziałem i pomogło mi to uświadomić sobie jak malutkie, słabe i bezbronne było Dzieciątko Jezus.

Komentarze