Przemowa

Boliwia ma wiele tradycji, zwyczajów. Jednym z nich to fiesty, tańce, śpiewy…
Krótko mówiąc Boliwijczycy lubią świętować. Każda okazja dla nich jest dobra do tego, aby rozpocząć fiestę. Kiedyś zostałem poproszony aby pobłogosławić budynek, który będzie zaadaptowany pod sklep. Kiedy przejechałem na umówioną godzinę czyli 16:00 - nikogo nie było. Wszyscy byli na zewnątrz przygotowując już jedzenie, które wieczorem będzie używane podczas świętowania. Przyszedł właściciel budynku i kilka osób, wspólnie pomodliliśmy się, pobłogosławiłem sklep; jako podziękowanie dostałem butelkę coca-coli i wróciłem do siebie. Kiedy wieczorem wracając z wioski przejeżdżałem obok tego sklepu widziałem, że impreza rozkręciła się na dobre. Tacy są właśnie Boliwijczycy. Nocna głośna muzyka, tańce, wystrzał jakieś petardy to tutaj normalka. Kiedy opowiadam im, że w Europie mamy ciszę nocną to nie potrafią w to uwierzyć jak to możliwe, że w nocy ma być cisza.
Jakiś czas temu przyszła do mnie dziewczyna która pomaga nam w duszpasterstwie i poprosiła mnie abym pobłogosławił jedną salę klasową. Rzuciła mi jakąś godzinę o której ludzie mieli tam na mnie czekać, więc ja szybko zabrałem obrzędy, stułę, wodę święconą i ruszyłem w drogę. Kiedy przyjechałem do szkoły widziałem, że będzie wielka fiesta. No to ja żeby nie marnować czasu chciałem rozpocząć modlitwę … i się zmywać, ale kierownictwo szkoły powiedziało, że jeszcze nie bo nie przyjechał burmistrz. No to potulnie jak baranek czekałem na niego przy stole. Błogosławieństwo miało być około 10:00, burmistrz przyjechał przed 11:00. No to jak już się pojawił, po moim oczekiwaniu chciałem zabrać się do błogosławieństwa tej klasy … niestety kierownictwo powiedziało, że najpierw muszą być występy dzieci. No to ja znowu pokornie siedziałem przy stole i czekałem aż dzieci zakończą swoje artystyczne pokazy. Następnie odśpiewaliśmy hymn Boliwii … potem był hymn Guarayos … następnie był hymn Santa Cruz … czekałem aż w końcu zaczną grać „poszła Karolinka” ale na szczęście zakończyli śpiewanie hymnów.
Kiedy występy dobiegły końca to ja już pełen nadziej, że pobłogosławię w końcu tą klasę i wrócę do siebie; chciałem rozpocząć modlitwę … ale kierownictwo powiedziało że jeszcze nie bo teraz muszą być przemowy. No to ja znowu pokornie jak baranek usiadłem przy stole i czekałem … i czekałem … i słuchałem przemów: nauczycieli, burmistrza, jakiegoś kierownika którzy gadali … gadali … gadali …Zaskoczeniem było dla mnie to, że w końcu chcieli żebym i ja zrobił jakąś przemowę :-) Wtedy myślałem że spadnę z krzesła, jak to ja? Nie jestem przygotowany? Wszyscy gadali jak ksiądz na kazaniu a ja? No to wstałem i bez przygotowania powiedziałem tak moją przemowę: 
Dziś mamy wielki dzień dla nas wszystkich, dla dzieci i nauczycieli. Potrzebujemy dobrej edukacji, dlatego życzę wszystkim wszystkiego dobrego i gorące brawa dla wszystkich” :-) 
Była to najkrótsza przemowa, a że Boliwijczycy lubią klaskać to pochwycili mój apel o brawa i tak zakończyli moja gadkę. Po mojej „płomiennej” przemowie podszedłem z burmistrzem do wyremontowanej klasy, ten przeciął wstęgę a ja pobłogosławiłem: klasę, park zabaw; po czym zwinąłem się z powrotem do siebie. Jedno błogosławieństwo które miało trwać max. 10 minut zamieniło się w dwugodzinne posiedzenie.
 Może jestem trochę niecierpliwy i narwany; lubię mieć poukładany czas, ale te fiesty boliwijskie uczą mnie, że w życiu liczy się nie tylko praca, ale także rodzina, czas spędzony na wspólnym cieszeniu się z osiągniętego celu. Świętowanie dla nich jest ważne. Dla mnie nie raz jest to strata czasu, ale z drugiej strony sobie myślę, że czas poświęcony dla drugiego człowieka, dla rodziny dla radości i cieszenia się z tego co się ma – czy może być czasem straconym?

Komentarze