piątek, 27 stycznia 2017

Jak cię widzą tak cię piszą

Mówi się, że zakonnica to jedyna kobieta na świecie która rano nie ma dylematu i kłopotu w tym co na siebie włożyć - bo ma habit. Ja zwyczaj podróżuje tutaj w habicie. Jak jadę samochodem na wioski to ubieram habit. Jest to troszeczkę uciążliwe. Z jednej strony jest wielki upał, więc człowiek poci się jak … lokomotywa, z drugiej strony komary i robaki szybko lecą na habit (a dokładnie ciemny jego kolor) no i jak chodzę po trawie to jednocześnie habitem zbieram z trawy owady i lepiące się rośliny. Często kiedy pada to mój habit po przyjeździe z wioski nadaję się tylko do prania. Nie raz jakiegoś owada przywiozę ze sobą, który w habicie się zagnieździ a potem się zastanawiam dlaczego jestem taki pokąsany przez robale i dlaczego tyle mam ich w pokoju :-) Nie raz z powodu chodzenia w habicie przy takich upałach skóra dostaje alergii. Więc czy warto używać tutaj habitu skoro wiąże się on z takimi problemami? WARTO! Mimo tych trudności nie rezygnuję z habitu, ponieważ jest on moją wizytówką. Moi współbracia nie tak często używają habitu i doskonale ich rozumiem. Ja postanowiłem, że w miarę możliwości będę go używał ponieważ ludzie mają problem w odróżnianiu nas od księży diecezjalnych. To proste bo jak franciszkanin cały czas chodzi w koszulce lub koszuli to dla ludzi jest on księdzem, ale kiedy zakładam habit ludzie zaczynają rozumieć, że jesteśmy zakonnikami i coś nas różni od księży diecezjalnych.
Habit także pomaga ludziom w rozpoznawaniu mnie. Kiedy przejeżdżam na wioskę i jestem bez habitu to ludzie jakoś traktują nie jak powietrze, ale kiedy pojawię się w habicie to zaraz zaczynam być rozpoznawany przez nich. Ostatnio podczas podróży na jedną wioskę na drodze zatrzymała mnie policja. Policjantów tutaj za bardzo nie ma, ale czasami pojawiają się na dróżkach i drogach, aby kontrolować ludzi co przewożą i sprawdzić czy czasami są nielegalnymi uciekinierami z innych krajów. Więc ja niestety akurat w tym dniu nie ubrałem habitu ponieważ jechałem na wioskę aby trochę fizycznie popracować. Jak zwykle do roboty ubrałem koszulkę moro i tak ruszyłem w drogę. Na moje nieszczęście nie miałem ze sobą dowodu tożsamości były tylko międzynarodowe prawo jazdy które wyrobiłem sobie w Polsce. No to podjeżdżam do policjanta … cały spocony, śmierdzący bo było ciepło … otwieram okno i już na dzień dobry dostaję reprymendę, że jadę bez zapiętych pasów bezpieczeństwa. Większość ludzi tutaj tak jeździ no ale cóż – w końcu to dla mojego dobra. Świadom tego, że nie mam dokumentów zaczynam po mojemu polsko-hiszpańskiemu tłumaczyć, że jestem misjonarzem. Kiedy policjant to usłyszał zaczął coś do mnie mówić. Ja oczywiście nic nie zrozumiałem. Później powtórzył to znowu – ja nic nie zrozumiałem … nerwy mi podskoczyły, zacząłem się bardziej pocić … i jednocześnie śmierdzieć :-) … chyba trzeci raz coś powtórzył już trochę zdenerwowany … w tym całym uniesieniu emocjonalnym zrozumiałem, że prosił mnie o to, aby go pobłogosławił. Piękne co nie? Policjant prosi mnie o błogosławieństwo. No to ja pobłogosławiłem go (nie wiem czy dobrze wypowiedziałem formułę błogosławieństwa, bo taki byłem zdenerwowany). Po czym znowu mi przypomniał o pasach bezpieczeństwa i się pożegnał… Ja wrzuciłem jedynkę w samochodzie i czym prędzej oddaliłem się. Następnie mówiłem sam do siebie, że przez cały czas jeżdżę w habicie i nigdy policja mnie nie zatrzymuje, ale jak tylko go zdejmę to zaraz mam kontrolę. Miałem już dwie takie kontrole i akurat właśnie wtedy nie miałem ubranego habitu. Niestety ja tak mam – nazywam to „zezowate szczęście”. Ciekawy jest człowiek w swojej naturze, a tym bardziej nasza psychika. Jak widzimy drzwi na fotokomórkę w sklepie - to boimy się że przed nami się zamkną. Jak przechodzimy obok kasy w sklepie - to jest chwila niepokoju czy zapiszczy alarm. Jak policjant nas zatrzymuje na drodze - to zaczynamy się stresować nawet jak nic złego nie zrobiliśmy.

Habit choć jest ciężarem to mimo wszystko jest tutaj potrzebny. Ludzie dobrze wiedzą że jesteśmy misjonarzami to mimo to oczekują od nas jakiegoś innego stylu życia. Nie chcą żebyśmy chodzili w potarganych łachmanach, bo oni tak chodzą, a my jesteśmy inni, jesteśmy misjonarzami, sprawujemy sakramenty, zaprowadzamy ich do Pana Boga; więc skoro pełnimy tak ważne funkcje to musimy się trochę odróżniać od nich – takie jest ich myślenie. Ja osobiście uczę się tego, bo na co dzień przy pracy fizycznej ubieram się jak łachman – byle jak i często ludzie później jak szukają misjonarza to mają trudności w uwierzeniu że ja (spocony, brudny, w potarganej odzieży i dżokejce na głowie) jestem misjonarzem. Dlatego habit jest tak ważny i istotny – nawet dla misjonarza.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.