Kryminał

Ciemna noc … cisza dookoła … człowiek śpi a pod poduszą schowana broń, bo nie wiadomo co się stanie … taki obraz często dostarczają nam przeróżne scenariusze filmowe. Oglądając filmy akcji bądź też produkcje o charakterze sensacyjnym często taki motyw się przewija. A co jeśli takie rzeczy i sytuacje dzieją się naprawdę … w Boliwii, w twoim domu, pokoju?
Kiedy we wrześniu przyjechałem do Boliwii jeden z moich pierwszych zakupów jaki tutaj zrobiłem to poszedłem z doświadczonym misjonarzem na targ i kupiłem sobie maczetę. Jest to przedmiot bardzo potrzebny: można siekać nią gałęzie, liany i wiele innych rzeczy, bardzo często jest ona tutaj używana w Boliwii. Ja mając wizję mojej pracy misyjnej: że pójdę przez dżunglę, będę z maczetą szedł odważnie, aby siekać gałęzie i przecierać sobie szlak w dojściu do ludzi mieszkających w lesie - musiałem takiego zakupu dokonać. Oczywiście rzadko używam tej maczety, ponieważ przełożeni zlecili mi trochę inne zadanie niż sobie wyobrażałem. Jednakże maczeta często mi towarzyszy, tak na wszelki wypadek.
Epizod z pistoletem pod poduszką oczywiście mnie nie dotyczy … ale wiem co oznacza spać z bronią (może nie palną ale białą – czyli maczetą). Jakiś czas temu podczas nocnego wypoczynku słyszałem jak ktoś biegł po naszym podwórku klasztornym. Była to godzina 1 w nocy. Wszyscy (dwaj współbracia) już spali, a ja jakoś wyjątkowo nie potrafiłem zasnąć i leżałem w ciemnym pokoju próbując zmrużyć oko, kiedy nagle słyszę ciężkie kroki a raczej bieg człowieka po naszym podwórku. W pierwszym momencie każdy człowiek by się wystraszył, ale ja jestem troszeczkę inny niż wszyscy więc pomyślałem sobie, że po prostu wydawało mi się … i tyłkiem obróciłem się na drugi bok aby w końcu zasnąć. Następnego dnia podczas obiadu jedna z sióstr zakonnych była bardzo zaniepokojona, ponieważ rano były otwarte pewne drzwi, które zawsze są zamknięte. Wtedy kiedy to powiedziała ja wiedziałem, że tej nocy chyba ktoś rzeczywiście chodził pod drzwiami naszego pokoju i nocny bieg nieznanego osobnika to nie było moje widzi mi się ale fakt.
W ciągu dnia mnóstwo ludzi przewija się przez nasze podwórko, więc nie jest trudne to, że ktoś sobie spokojnie usiądzie na naszym placyku, przy pokojach gdzie śpimy, rozezna i poogląda co mamy w klasztorze a w nocy wkroczy do łowieckiej działalności niczym złodziej z filmów kryminalnych. Zabezpieczyć się przed złodziejem do końca nie można, ponieważ ogrodzenie z naszego domu można przeskoczyć, a wtedy już ma się wszystko na tacy. Do naszych pokojów gdzie śpimy też można wejść bez problemu. Z powodu upału śpimy przy otwartych oknach, oczywiście jest moskitiera w oknach chroniąca nas przed komarami, ale ona nie uchroni przed włamywaczami. No i każdy z nas ma drzwi  z pokoju bezpośrednio wychodzące na podwórko – o tym wie całe tutejsze miasto; więc jeśli weszliby włamywacze do jednego pokoju to drugi nic nie usłyszy… adrenalina powoli moim współbraciom rosła … ale mnie jakoś to za bardzo nie ruszało. Choć pod wieczór pewien niepokój w sercu miałem, ponieważ mamy tutaj obłąkanych i niepoczytalnych ludzi którzy lubią przychodzić na nasz teren. Więc jeśli to byłby któryś z nich to nie wiadomo do czego jest zdolny.
W końcu przyszła kolejna noc … wstępnie ustaliłem ze współbratem, że jak usłyszę jakieś kroki lub będę widział osobę w nocy to będę do niego dzwonił i wkraczamy do akcji. Nawiasem mówiąc policji tutaj nie ma więc jeśli do czegoś by doszło to trzeba się samemu bronić. Ja na wszelki wypadek mam ze sobą gaz policyjny, który przywiozłem z Polski z myślą o psach i innych zwierzętach, bo z człowiekiem to można się dogadać ale z wściekłym psem to raczej nie. Więc wyciągnąłem ten gaz położyłem sobie niedaleko głowy gdzie spałem, a w otwór między materacem a deską włożyłem moją maczetę, tak że w każdej chwili mogłem ją wyciągnąć. Czułem się jak w filmie - z bronią oczekiwałem włamywacza … pistoletu pod poduszką nie miałem ale była maczeta i gaz policyjny… Noc minęła spokojnie, nie wiem czy ktoś chodził pod naszymi pokojami bo spałem :-) Oczywiście kolejna noc upłynęła już bez maczety ale gaz ciągle jest w zasięgu ręki.
Takie małe pojedyncze sytuacje nadają naszemu życiu smaczek. Znika wtedy codzienna rutyna (choć na misjach trudno o rutynie mówić) i pojawia się coś nowego, ekscytującego a czasami przerażającego – zależy jak człowiek do tego podejdzie. Oczywiście wszyscy chronimy swoje życie: zamykamy się w domach na klucz, spuszczamy psy, które mają chronić przed nieproszonymi gośćmi; ale nigdy nie jesteśmy do końca 100 procentowo bezpieczni, więc co w takiej sytuacji zrobić? … nic … po prostu żyć … robić swoje, a co będzie to się zobaczy. Pistolet, maczeta, gaz, drut kolczasty w pewnym stopniu dają poczucie bezpieczeństwa ale przed wszystkim nas nie uchronią. Każdy z nas ma Anioła Stróża warto prosić Go o ochronę i wsparcie. Mamy Jezusa, który z nami jest, świętych, którzy nam towarzyszą – naprawdę to wielka ochrona. Ja na misjach już miałem tyle sytuacji kiedy doświadczyłem szczególnej interwencji i pomocy z „wysoka” że widzę, iż właśnie Oni są najlepszą ochroną. A jeśli przyjdzie nam odejść z tego świata z różnych powodów – no nie oszukujmy się - choć o śmierci nie lubimy mówić i tak ona przyjdzie - to nie może nas przerażać bo nasze życie zmienia się ale nie kończy. Więc kończąc ten trochę przydługawy mój post: warto mieć świętych orędowników w niebie i rozmawiać z nimi … no i na wszelki wypadek warto mieć maczetę :-)

Komentarze