Wpadki

Ostrzegam, że ten post może zgorszyć ludzi moralnie wrażliwych, ponieważ czasami pojawią się wulgarne określenia. Więc jeśli ktoś jest delikatny to niech tego posta nie czyta.
To tak na wstępie ... żeby się nastawić ...
Ale znając życie nikt kto przeczytał ten wstęp nie zrezygnował :-)
... no to już pisze konkretnie ...
Lubimy jak wszystko się nam udaje, jak sprawy przebiegają po naszej myśli, jak nasze przemówienia wypowiadamy bez błędu a ludzie są zachwyceni i duchowo porwani naszymi słownymi wywodami. Czujemy się świetnie jak podziwiają nasze czyste i modne ubranie… a co jeśli nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli? Gdy strzelimy jakąś gafę lub pojawią się wpadki? ... wtedy jest … ciekawie…
Osobiście jestem osobą poważną… naprawdę. Może jak ktoś mnie zna ze strony moich wygłupów i nie raz spontanicznych zachowań to mi nie uwierzy. Ale osobiście lubię pewien porządek, nie lubię chaosu, pewne rzeczy lubię mieć dopięte na ostatni guzik … i bardzo nie lubię wpadek bo mnie … peszą. Jednakże powoli zaczynam się do nich przyzwyczajać i nabierać dystansu do samego siebie. Pobyt w Boliwii uczy mnie życia w harmonii z wpadkami i trochę spontanicznymi sytuacjami kiedy ludzie zaczynają się ze mnie śmiać. Mi najczęściej wtedy podskakuje ciśnienie do 300 ale po czasie sam zaczynam się z tego śmiać.
Oczywiście pierwszorzędnymi moimi wpadkami są – gafy językowe, które popełniam nagminnie. Może przytoczę jedną z nich i tu ostrzegam: aby się nie zgorszyć :-) Otóż pewnego dnia podczas wyjazdu na wioskę ministranci zapytali mnie jakie mamy w Polsce owoce. No to ja opowiadam głównie o jabłkach, śliwkach i chciałem powiedzieć że mamy dużo gruszek. Gruszka po hiszpańsku to jest „pera”, ja niestety powiedziałem to słowo przez dwa „r” czyli „perra” a słowo „perra” oznacza narządy płciowe kobiety :-) więc powiedziałem im że w ogrodach w Polsce mamy bardzo dużo narządów płciowych kobiety  :-) na szczęście ministranci ze śmiechem na ustach zaraz mi wytłumaczyli o co chodzi i gdzie popełniłem błąd.
Tutaj w Boliwii są słowa, które mają normalne znaczenie, natomiast w Polsce uchodzą za wulgaryzmy. Przykładem jest słowo znajdujące się na powyższym zdjęciu. Słowo to w Polsce jest wulgarne a tutaj oznacza po prostu zakręt. No a wracając do mnie to bardzo często niestety przekręcam słowa podczas celebrowania Eucharystii. Mimo iż staram się przygotować to jednak zawsze jak już stanę przy ołtarzu te literki nagle zaczynają wydawać mi się małe, zaczynają sobie skakać itd. i nie raz dobry Pan Bóg wie co ja tam przeczytam z tego mszału. Pewnego razu podczas mojego wyjazdu na wioskę (o ile dobrze pamiętam) miałem ze sobą specjalną kartę, na której znajdowały się teksty piosenek, czytań mszalnych i modlitw, które wypowiada kapłan. Niestety podczas sprawowania Eucharystii pomyliły mi się linijki i zamiast rozpocząć modlitwę nad darami ofiarnymi to zacząłem czytać tekst piosenki … dopiero po pewnym czasie zorientowałem się, że czytam to, co  nie trzeba - więc musiałem się poprawić.
Podczas pewnej rozmowy z ludźmi, kiedy pytali mnie gdzie sprawuję msze święte chciałem im powiedzieć, że jeżdżę od wioski do wioski jak wagabunda czyli włóczykij. Myślałem że słowo to podobnie brzmi po hiszpańsku i chciałem powiedzieć, że jestem zakonnik włóczykij – wagabunda. Niestety włóczykij w tutejszym określeniu brzmi podobnie ale nie tak samo – wagabundo, a ja powiedziałem że jestem wagabunda … a wagabunda w tutejszym rejonie to … prostytutka… Jedna literka zmieniona w wyrazie może nadać całkowite inne znaczenie. Na szczęście po polsku wagabunda to włóczykij, podróżnik - więc nie będę zmieniał nazwy mojego bloga :-)
Wpadki i gafy zdarzają mi się nie tylko w słownictwie i moich wypowiedziach. Niestety często mam taką przypadłość że (i tu bardzo przepraszam za słowo ale muszę go użyć) wdepnę w gówno, które pozostawiła krowa, koza, pies lub inne zwierzę. To proste … jadę na wioskę aby sprawować sakramenty wysiadam z samochodu i wdepnę w … sami wiecie co. No i potem mój but śmierdzi przez całą mszę, bo tak łatwo tego smrodu nie można się pozbyć; w drodze powrotnej ten but śmierdzi mi w samochodzie, aż w końcu dojadę do domu i mogę go wyczyścić. Niestety mam taką przypadłość że zawsze wdepnę tam, gdzie nie trzeba …
Pewien ksiądz mi powiedział, że są ludzie którym takie rzeczy mogą się zdarzyć i są też tacy ludzie, którym takie rzeczy muszą się zdarzyć. Ja należę do tych ludzi, którym musi się to zdarzyć.

Wobec takich sytuacji ludzie nie mogą się nie śmiać. A ja już zaczynam nabierać do tego dystansu, przyjmuje to na klatę i czasami sam razem z nimi się śmieję – choć wiele razy nie wiem z czego …

Komentarze