Żabie udka

Z czym najczęściej nam się kojarzą żabie udka?
… z Francją … a co Francja ma wspólnego z moją pracą misyjną?
Przez dwa dni „Boliwia, Polska i Francja mieszkały na jednym podwórku” …
Jakiś czas temu, albo jak kto woli wstęp, który czytamy w bajkach: … dawno dawno temu … na nasz plac klasztorny przyjechał samochód...
Niby nic nadzwyczajnego, ale był to o ile dobrze pamiętam kremowy samochód turystyczny – a raczej dom na kółkach. Mieszkali w nim ludzie podobni do mnie pod względem koloru skóry, nieznajomości języka :-) … a była to rodzina francuzów. Skąd się tutaj wzięli? Otóż rodzice z swoją czwórką dzieci postanowili wyjechać z Francji i w ciągu roku samochodem na kółkach, który służył im jako dom chcieli odwiedzić wszystkie kraje Ameryki Południowej i Północnej. Rozpoczęli więc od Ameryki Południowej: Urugwaj, Argentyna, Chile i przesuwając się na północ przyszedł czas na Boliwię. Przemierzając Boliwię przyjechali na Guarayos do Ascencion. Nie mieli w miarę bezpiecznego miejsca gdzie postawić samochód na nocleg więc … władowali się do naszego ogrodu.
Niewiele miałem z nimi do czynienia, krótko porozmawialiśmy ponieważ miałem prace na wioskach więc musiałem wyjechać. Przyniosłem im kilka czekoladowych batoników – dzieciaki się bardzo ucieszyły. Przypuszczam, że podczas ich podróży nie za często jedzą oni słodycze. Z czasów licealnych próbowałem sobie przypomnieć kilka zdań i słów po francusku aby trochę z dziećmi pogadać. Zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie, oni poszli na Eucharystię i ruszyli w dalszą podróż. Ktoś pomyśli takim to fajnie … samochodem zwiedzają sobie wszystkie kraje Ameryki – i mają na to rok. Jednakże dla jednych to może być przygoda życia, dla innych roczny wypad rodzinny podczas którego wobec różnych sytuacji umacniają się ich więzy i relacje rodzinne między rodzeństwem i rodzicami. Na pewno lekko nie mają, ponieważ śpią w samochodzie, podróżują w różnych warunkach, nie wiedzą co ich spotka ale zdecydowali się na taki wyjazd – dla mnie to wspaniały przykład, że w życiu jak ktoś ma marzenia to trzeba je realizować. Oczywiście w grę wchodzą pieniądze, ale nikt nam od razu nie każe zwiedzać cały kontynent – jest wiele innych marzeń, które mamy w naszych sercach, głowach - pragnień nie zrealizowanych tylko z tego powodu, bo się czegoś boimy, bo brakuje nam odwagi. Czasami w życiu trzeba zdobyć się na odwagę - odrobinę Bożego szaleństwa i dać się Bogu poprowadzić.
Obecnie jestem tutaj w Boliwii uczę się języka, poznaję tutejsze zwyczaje, kulturę, na ile mogę to pracuję duszpastersko – ale nie wiem co będzie dalej. Nie wiem jak długo tutaj będę, ile czasu będę pracował na Guarayos. Może pewnego dnia przyjedzie przełożony i powie mi, że trzeba się przeprowadzić w inne strony Boliwii … a może przyjdzie taki dzień, że sam stwierdzę że trzeba spakować plecak i wyruszyć w dalszą drogę jak podróżnik … jak wagabunda …



Komentarze