Szarańcza

Szarańcza - tak ich nazywam … nadciągają niespodziewanie gdy tylko mnie zobaczą… robią zadymę … szukają pożywienia … kiedy są w grupie – nie opanujesz ich … o kim mowa? O dzieciach i młodzieży :-)

Dlaczego akurat szarańcza? Wiem … wiem pewnie myślicie, że jestem złośliwy tak ich nazywając. Nie nazywam ich tak aby ich obrazić; ale dzieciaki i młodzież często funkcjonują tutaj jak szarańcza ponieważ pojawiają się w stadzie :-). Jak tylko zauważą mnie to nagle cała ekipa nadciąga … każdy coś chce: jeden chleb, drugi napój, trzeci cukierek, inny chce się przytulić, ktoś tam pogłaskać mnie po głowie, dotknąć mojej brody … itd. Kiedy daję im coś do jedzenia to powstaje taki „dym”, że głowa boli: każdy chce zabrać coś dla siebie (jak najwięcej) – w grę wchodzi prawo dżungli – silniejszy bierze więcej. Dlatego muszę ich jakoś opanować, wychować i uczyć tego, że każdemu trzeba coś dać; należy dzielić się z innymi.

Te moje próby opanowania dzieci i uczenia ich pewnej kultury często biorą w łeb, ponieważ jak wracają do swoich domów to ponownie wzrastają w klimacie prawa dżungli: silniejszy wygrywa. Niestety tacy tutaj na Guarayos są ludzie: nie potrafią jakoś na spokojnie i roztropnie podejść do jedzenia, picia (szczególnie alkoholu). Jakby się im dało krowę do zjedzenia – to całą ją zjedzą, nie zostawią sobie nic na jutro. Nie potrafią oni myśleć przyszłościowo, aby sobie mięso podzielić na kilka dni – wszystko muszą zjeść i wypić – teraz; a co będzie jutro? Tym się nie martwią, liczy się teraz.

Często mężczyźni na koniec tygodnia pracy - jak dostaną pieniądze to idą je zaraz wydać. Nie potrafią nimi umiejętnie zarządzać – już nie mówiąc o oszczędzaniu. Niestety nie raz pieniądze te są przeznaczone przez nich na alkohol. Ludzie mają tutaj wielki problem z alkoholem. Jest to smutne – ale prawdziwe. Jak mają pieniądze i idą kupić sobie piwo (a piwo tutaj jest dobre) to piją tak długo aż się upiją albo aż zabraknie im pieniędzy. Niestety później pod wpływem alkoholu wzrastają przestępstwa i nie wiadomo co takiemu pijanemu Boliwijczykowi wpadnie do głowy. Moim zdaniem (choć podkreślam iż nie jestem specjalistą i nie mam wielkiego doświadczenia misyjnego) właśnie brak umiarkowania i zwykłego logicznego, zdrowego myślenia przyczynia się do biedy tych ludzi.

Przy tym wszystkim najczęściej cierpią dzieci i młodzież, ponieważ są w taki duchu wychowywani. Od młodości widzą alkohol, brak logicznego myślenia i później zachowują się tak a nie inaczej. W domu rodzicie za bardzo nie dbają o to żeby dzieci coś zjadły. W konsekwencji jak to mój współbrat powiedział: mają oni permanentny głód.

Nie jestem tutaj od tego, aby teraz narzucać im sztywny europejski, logiczny i trochę poukładany sposób myślenia (o ile my w Europie mamy logiczny sposób myślenia). To nie jest moja rola; taka jest tutaj kultura i muszę to zaakceptować, pewne rzeczy można cierpliwie proponować … proponować … proponować …proponować … a zrobią oni i tak to, co będą chcieli. Żal mi w tym wszystkim najbardziej chyba dzieci i młodzieży, ponieważ już na starcie swojego życia są oni pozbawiani zdrowej edukacji i wielu rzeczy które bez problemu mogliby tutaj otrzymać … trzeba tylko chcieć … Zdobyć zaufanie u dzieci jest tutaj trudno, ponieważ wielu z nich jest pokrzywdzone przez życie. Trzeba okazywać im ciągle wiele serdeczności, otwartości aby któregoś dnia mogły szczerze i z radością przybiec na twój widok … niczym szarańcza.

Komentarze