sobota, 18 marca 2017

Spódniczki mini i rozpalony ... grill

Pierwsze moje ważenia co do życia w Cochabambie określiłbym mianem: „różnorodność”. To co się tutaj dzieje i styl życia jaki panuje w tym mieście jest bardzo bogaty …
Oczywiście na początek należy wspomnieć o karnawale i sposobie jego przeżywania. Mówiąc o karnawale w Cochabambie wielu żartobliwie mówi że trwa on aż do wielkiego tygodnia – i jest w tym zawarta prawda. W ogóle karnawał jest tutaj czasem wyjątkowym. Rozpoczął się on głównymi obchodami polegającymi na tym że w centrum miasta zamknięto ulice, wzdłuż drogi poukładano ławki i krzesła; stwarzając niczym trybuny jak na stadionie piłkarskim, a wszystko po to bo przez około 14 godzin będzie trwał „corso” czyli przemarsz a raczej taniec poszczególnych grup które w kolorowych strojach, oryginalnym kroju budzą nadzwyczajne zainteresowanie ludzi.
Każdej tańczącej grupie towarzyszy orkiestra która nadaje odpowiedni rytm do tańca. Ludzie są zachwyceni przepięknymi strojami, oryginalnymi tańcami … i spódniczkami mini, które mają założone dziewczyny cieszące oko siedzących na „trybunach” mężczyzn. Ilość grup które biorą udział w pochodzie i pokazie tanecznym jest bardzo wiele. Cały pokaz trwa od 9:00 rana do 23:00 w nocy – więc łatwo można się domyśleć jak wiele jest tańczących ludzi, którzy chcą się zaprezentować z jak najlepszej strony. Podczas występów ludzie kupują sprzedawane na ulicy pianki w sprayu. Jest taki tutaj zwyczaj że tymi piankami spryskuje się wszystkich którzy przechodzą obok. Nikt się nie burzy tym, że wygląda jak chodząca pianka do golenia. Ja podczas występów miałem na sobie bluzę z kapturem więc zakładałem kaptur na głowę aby przynajmniej twarz nie była cała w piance. W niektórych miejscach dosłownie odbywała się wojna na piankę – ludzie jak szaleni spryskiwali siebie nawzajem i po jakimś czasie wyglądali jak bałwany.
Całej imprezie karnawałowej towarzyszą liczne stoiska na których można kupić jedzenie i inne artykuły karnawałowe: maski, wstążki itd. Przez kolejne niedziele zabawa karnawałowa będzie miała miejsce w różnych dzielnicach miasta, już nie tak hucznie jak to było podczas obchodów centralnych, ale mimo wszystko będzie kolorowo, głośno i tanecznie … i tak prawie aż do wielkiego tygodnia. Ludzie niesamowicie się wtedy bawią, choć z przykrością muszę stwierdzić że i nie brakuje tutaj tych którzy podczas zabawy mają problem z alkoholem i narkotykami. W kolorowy styl zabawy karnawałowej pięknie komponują się tutejsze stare autobusy, które na co dzień kursują po mieście. Dla nas Europejczyków są one zabytkowe, natomiast dla Boliwijczyków to normalny, zwykły bus. Jeżdżą one co chwilę i w każdym kierunku miasta, więc są dobrym środkiem komunikacji miejskiej.
Na chodnikach, przy sklepach i nie raz w środku budynków można zauważyć małe jak ja to nazywam „grille” - piecyki na których pali się wiele różnych rzeczy. Początkowo widząc to myślałem, że ludzie sobie grilla rozpalają, ale potem jeden z moich współbraci wytłumaczył mi, że jest to stary indiański zwyczaj składania ofiary pachamamie (czyta się paćamamie) czyli matce ziemi. Ogniska te ludzie palą w pierwszy wtorek miesiąca – prosząc w ten sposób o powodzenie w interesach; oraz w ostatni piątek miesiąca jako podziękowanie za zyski. Podczas spalania wrzucają do ogniska chyba jakieś kadzidełka bądź inne dziadostwo bo zazwyczaj tyle dymu z tego jest, że gdy takie ognisko rozpalane jest w środku sklepu to można się udusić. Wydawało by się, że duże cywilizowane miasto a tu proszę jeszcze stare wierzenia indiańskie ciągle są aktualne.


Widząc to, z jednej strony niektórych ludzi może to dziwić a nawet bulwersować, że jeszcze takie pogaństwo jest w Boliwii, ale z drugiej strony warto zobaczyć jakie ci ludzie mają silne poczucie tego, że ich życie zależy od pachamamy – matki ziemi, bo na rozpoczęcie pracy i wszelkiego interesu proszą o pomoc i na zakończenie dziękują za zyski oraz zbiory. Daje mi to wiele do myślenia … czy i ja pamiętam o tym aby prosić Boga o pomoc, a po wszystkim czy jestem wdzięczny za to, co otrzymałem od Niego? I choć nie muszę rozpalać małego grilla aby złożyć ofiarę, ale zawsze mogę złożyć Bogu ofiarę z mojego czasu, aby z Nim porozmawiać, skorzystać z sakramentów, poczytać Słowo Boże i być świadomym tego, że bez Niego niewiele mogę uczynić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.