piątek, 3 marca 2017

Zgrupowanie kadry

Kiedyś jak przygotowywałem się do wstąpienia do klasztoru, co jakiś czas wyjeżdżałem z domu, aby spotkać się ze znajomymi którzy razem ze mną mieli wstąpić do zakonu. Jeden z moich przyjaciół często używał określenia że „ jadę na zgrupowanie kadry”. Jakiś czas temu byłem na takim zgrupowaniu …
Dla Franciszkanów w Boliwii przyszedł czas na to, aby wszyscy zakonnicy się spotkali i wybrali nowego prowincjała (szefa, którzy będzie kierował prowincją boliwijską). Miejscem spotkania była Tarata, piękna wioska położona w górach na wysokości około 2500 metrów. Przyjechało sporo franciszkanów – oczywiście ja też się tam udałem. Podczas pobytu nie tylko wybraliśmy nowego „szefa” i jego doradców ale także rozmawialiśmy o przyszłości prowincji boliwijskiej. Niestety liczba franciszkanów a dokładnie misjonarzy jest mała, a pracy mamy sporo. W konsekwencji coraz częściej pojawiały się głosy że musimy opuścić niektóre miejsca gdzie pracujemy ponieważ fizycznie nie jesteśmy w stanie wszystkich obstawić.

Z kapitułą bo tak dokładnie się nazywa to spotkanie była mocno związana postać wizytatora generalnego – o. Armando Montoya OFM, który pracuje w Kolumbii a został przysłany przez naszego generała z Rzymu aby zwizytował wszystkie klasztory i przygotował nas do kapituły. Dla mnie osobiście o. Armando wywarł niesamowite wrażenie, może nie należy do najmłodszego pokolenia franciszkanów, ale jako współbrat na nowo rozpalił we mnie zapał franciszkański. Dawno nie spotkałem tak serdecznego i dobrego człowieka. Dosłownie ta dobroć jego emanowała na odległość. Podczas wizytowania klasztorów przyjechał także do mnie do Ascención gdzie szczerze ze sobą porozmawialiśmy. Znamy się krótko ale bardzo wiele mu zawdzięczam. Jestem wdzięczny Panu Bogu że mi go przysłał bo właśnie takiej osoby potrzebowałem. Myślę że każdy z nas w życiu spotkał kogoś, kto wywarł na nas wielkie wrażanie. Kogoś kto zmienił nasze spojrzenie na świat, na nowo zainspirował. Dla mnie taką osobą jest o. Armando.
Kapituła przebiegła bardzo sprawnie. Świeże suche górskie powietrze wielu nam dobrze zrobiło, choć nie brakowało zakonników, dla których ta wysokość i klimat miały negatywny wpływ na zdrowie. Jeśli chodzi o mnie to ja czułem się świetnie. Po wybraniu nowego zarządu czekają nas teraz decyzje przełożonych co do zmian placówek. Oczywiście o tym dopiero się dowiemy w maju lub czerwcu. Jednakże pewne decyzje już zostały przez nich podjęte. Jedna z pierwszych decyzji nowego prowincjała i jego definitorium (doradców) dotyczy mnie: na półtorej miesiąca mam przeprowadzić się do Cochabamby do klasztoru gdzie znajduje się nasze franciszkańskie seminarium. Przez ten czas mam podszkolić się w języku hiszpańskim, ponieważ jeszcze mam problem w sprawnym posługiwaniu się tym językiem.
Osobiście cieszę się z tej chwilowej przeprowadzki. Poznam nowe miejsce, nowych ludzi, czekają mnie nowe przygody. Pozostawiam więc moją parafię w San Pablo. Trochę się do tych ludzi przyzwyczaiłem, przypuszczam, że oni do mnie też. Szkoda mi tylko że nikt w zastępstwie tam za mnie nie przyjdzie aby sprawować Eucharystię. Teraz ci ludzie będą mieli tylko raz w tygodniu mszę świętą. Niestety jest to smutne ale takie są boliwijskie realia. Mam nadzieję że Pan Bóg się o nich zatroszczy i po moim powrocie nie będę musiał od zera układać tego co już udało mi się tam zrobić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.