środa, 24 maja 2017

Z kakakaskiem na głowie :-)

Dlaczego ludzie zakładają kask na głowę? Z powodów sportowych, rekreacyjnych, turystycznych lub zawodowych. Wykorzystując moją obecność w Sucre zostałem zaproszony aby założyć kask na głowę i odwiedzić jedno miejsce…

Jak we wcześniejszym poście pisałem kilka dni wolnego spędziłem w Sucre, stolicy Boliwii. Poznawałem tam historię, kulturę i architekturę tej niezwykłej miejscowości.  Będąc w tym miejscu skorzystałem z okazji aby udać się do „Parque cretacico” . Cóż to takiego? Według Boliwijczyków to wyjątkowe miejsce turystyczne gdzie żyły dinozaury.


Rzeczywiście po przyjeździe na to miejsce spotkałem liczne grupy młodych ludzi, moim zdaniem studentów bo cechowały ich inteligentne gęby … w odróżnieniu ode mnie :-) Patrząc na nich nie raz chciałem się śmiać, ponieważ zawsze mnie rozbawiają ludzie którzy żyją jakimś tematem lub dziedziną i poza tym nie widzą innego świata. No ale dobra, bo odbiegam od tematu. Sporo ludzi się tam kręciło, nie wiem czy to geolodzy, etnolodzy, archeolodzy w każdym bądź razie miejsce to cieszyło się popularnością.


Co takiego niezwykłego tam było? Oczywiście można poznać i zobaczyć poszczególne figury dinozaurów; jednakże największą atrakcją cieszyły się pozostawione na skale ślady różnych dinozaurów. Na pionowej ścianie przewodnik pokazywał odciski i ślady pozostawione przez dinozaurów … i to było najciekawsze w tym wszystkim. Oczywiście żeby udać się na miejsce gdzie znajdują się skały a w nich ślady dinozaurów trzeba dla bezpieczeństwa założyć kask na głowę, gdyż podziwiając pionową ścianę przez nieuwagę można „dostać” jakimś spadającym odłamkiem skały.
Miejsce to było ciekawe, ale męczące dla mnie było słońce, które w samo południe mocno prażyło. Dlatego kask dodatkowo chronił głowę przed słońcem, które w górach im wyżej tym bardziej jest niebezpieczne. Potrafi ono szybko przypalić. Jednakże podziwianie pozostałości po dinozaurach rekompensowało skwar słońca. Tak sobie myślę … te dinozaury żyły tyle lat temu, a do dziś można podziwiać pozostałości po nich. Fajnie byłoby zostawić po sobie tutaj na ziemi jakiś „ślad”, który inni patrząc na niego przypominali by sobie moją osobę. Oby ten ślad był związany z czymś dobrym … fajnie gdy ludzie pamiętają nas właśnie z dobra jakiego dokonaliśmy … to nie musi być dużo … czasami dobre słowo, uśmiech …
Pobyt w Sucre bardzo szybko mi minął. Nim się obejrzałem musiałem wracać do Cochabamby; choć i tak byłem w Sucre jeden dzień dłużej niż planowałem. Spakowałem rzeczy i udałem się na lotnisko gdyż podróżowanie samolotem jest tutaj najbezpieczniejsze i można powiedzieć najszybsze. A w przypadku połączenia z Sucre do Cochabamby jest nawet bardzo tanio. Na ostatni moment zdążyłem wejść w brami przygotowujące na odprawę a wszystko za sprawą dodatkowej opłaty lotniskowej, którą zapomniałem a raczej nie wiedziałem że musze zapłacić. Wszystko udało się zrobić na czas - dzięki Bogu. Teraz z powrotem jestem w Cochabambie, choć może nie mam tutaj dinozaurów to czasami i tak czuję się jakbym żył w innym świecie, niby wszystko takie normalne ... ale inne.


wtorek, 16 maja 2017

Dwie stolice w jednym kraju?

Znacie mnie dobrze. Doskonale wiecie, że nie usiedzę na jednym miejscu. Z natury jestem wagabundą. Cochabamba choć jest ładnym miastem to jednak pociąga mnie poznawanie nowych ludzi, miejsc …
Wykorzystując kilka dni wolnego od pracy duszpasterskiej postanowiłem udać się do stolicy Boliwii. I tutaj rodzi się pytanie jak nazywa się stolica Boliwii? Jedni odpowiedzą La Paz ponieważ tam znajduje się siedziba rządy i prezydenta, inni stwierdzą że stolicą Boliwii jest Sucre … więc jaka jest odpowiedź? Stolicą konstytucyjną Boliwii jest Sucre, natomiast rząd znajduje się w La Paz. Dlaczego takie zamieszanie ze stolicami? Powodów jest wiele. Kiedyś napisze posta na temat mentalności ludzkiej i podziałów które tu panują. Mówi się że Boliwia jest bardzo oryginalnym krajem. Ta wyjątkowość wyraża się pod wieloma względami: mentalnym, kulturowym … Boliwia jest bardzo podzielona pod każdym względem: ludzkim, religijnym... Każdy region Boliwii jest inny i ludzie są inni - to jest moja prywatna opinia ale pod nią podpisują się także Boliwijczycy. 
Jak już wcześniej wspomniałem udałem się do stolicy czyli do … Sucre. Jest to piękne miasto położone w górach na wysokości 2700 m n.p.m. Ktoś kto ma problemy z wysokością górską nie powinien tutaj przyjeżdżać. Ja od czasu do czasu miałem tutaj chwilowe złe samopoczucie ale im dłużej siedzi się na miejscu tym organizm się szybciej przyzwyczaja do klimatu, ciśnienia i wysokości. Mimo iż wysokość górska sprawia tutaj nie raz problemy to warto przyjechać i zobaczyć to miasto o charakterze kolonii i architektury hiszpańskiej.
Przechadzając się po wąskich uliczkach Sucre pozostawia się za sobą liczne sklepy, targi, zabytkowe kościoły. Klimat jaki tutaj panuje sprawia wrażenie z jednej strony smaczku kulturowego jaki pozostawili po sobie Hiszpanie a z drugiej strony chaosu i nieporządku wywołanego przez boliwijski nieporządek. Z jednej strony gwar a z drugiej strony liczne zabytki wśród których znajduje się zamek Gloriety. Z nim związana jest ciekawa historia bogatego i bardzo chrześcijańskiego małżeństwa, które nie mogło mieć dzieci dlatego postanowili adoptować sporą ilość dzieciaków traktując ich jak swoje. Zamek który mieli jest duży więc dzieci miały się gdzie bawić :-)
Z wysokości wieży zamkowej można podziwiać okolicę. Oczywiście nic za darmo za wszystko tutaj trzeba płacić. Niestety obcokrajowcy płaca dużo więcej. Zazwyczaj w muzeach i innych miejscach kulturowych inny cennik jest dla Boliwijczyków oraz inny dla „extranjeros” czyli obcokrajowców. Wkurza mnie to nie raz, że ludzie wykorzystują nas obcokrajowców aby więcej zgarniać pieniędzy. Gdy tylko widzą „białego” oczy zaczynają się im tutaj świecić bo myślą że ze sobą mamy worki pieniędzy. No ale nie będę narzekał … ktoś mi powie: jak ci się nie podoba to wracaj do siebie… Mimo tych nierówności warto czasami być stratnym i poznać coś nowego. Tak sobie myślę, że idąc przez życie zawsze trzeba coś stracić by później zyskać. Trzeba ryzykować … oby mądrze i roztropnie …

poniedziałek, 8 maja 2017

Pod okiem Wielkiego Brata

Cochabamba mimo iż jest dużym miastem jest ciągle obserwowana... Ludzie sobie tutaj żyją swoim rytmem a na nich ciągle „ktoś” spogląda - niczym „Big Brother”. O kogo chodzi? Kto tak obserwuje ludzi? Kto im ciągle się przygląda? … Jezus Chrystus :-) a dokładnie jego figura.
Cochabamba znajduje się w dolinie, otaczają ja góry. Na wzgórzu św. Piotra znajduje się wysoka na 40 metrów statua Jezusa Chrystusa z rozłożonymi ramionami. Figura jest tak wysoka, że sprawia wrażenie iż obserwuje toczące się życie w Cochabambie. Postać Chrystusa jest niczym wielki brat, który przygląda się życiu w mieście. Kiedy wyjdzie się na wzgórze, a trzeba sporo nadreptać aby dotrzeć do figury można obserwować wspaniałe widoki.
Cochabamba jest miastem, gdzie ludzie mówią po hiszpańsku oraz w języku qechua (czyt. kechua). Ja osobiście ni w ząb nie znam qechua, ale na uniwersytecie studenci musza się go uczyć. Oczywiście jest to jeden z 36 języków regionalnych których używa się w Boliwii. Urokiem Cochabamby są malutkie place, gdzie można sobie usiąść i chwilę adorować zieleń, drzewa, kwiaty …
W Cochabambie my franciszkanie mamy tutaj aż cztery klasztory: trzy parafie oraz seminarium (gdzie ja aktualnie mieszkam) z kościołem św. Franciszka. Przy seminarium znajduje się nasza kuria prowincjalna, gdzie mieszka prowincjał. W najbliższym czasie właśnie tutaj w konwencie św. Franciszka będą zapadały decyzje dotyczące zmian personalnych w poszczególnych klasztorach. Jak już kiedyś pisałem mieliśmy tutaj zmianę zarządu prowincji, zmianę ministra prowincjalnego; a teraz nowe „szefostwo” będzie podejmowało decyzje związane z przeprowadzkami braci. Oczywiście i ja sam dowiem się gdzie pójdę pracować, ponieważ mój pobyt w seminarium jest tymczasowy.



Choć pobyt w seminarium jest dla mnie błogosławionym czasem, kiedy mogę pouczyć się języka, rozmawiać z braćmi studentami; to jednak brakuje mi życia parafialnego: a dokładnie wygłupów z młodzieżą, dziećmi, pracy parafialnej. Wiem, że za jakiś czas pójdę na parafię pracować i wpadnę w wir pracy na wioskach – w konsekwencji nie będę miał czasu nawet na to, żeby się spokojnie … pomodlić ;-)