niedziela, 6 sierpnia 2017

Zimny początek

"To, co ci podpowiem teraz, nigdy nie wychodzi z mody
Trzeba zawsze się ubierać w zależności od pogody
Kiedy śniegiem wiatr zawiewa, szalik czapkę ciepłą włóż
To przez głowę ciepło zwiewa na - co czekasz wkładaj już …"
Słowa tej piosenki wpisują się w tutejszy klimat … brrrr zimnoooo
Przeprowadzka z Cochabamby do Santa Cruz naznaczona była niską temperaturą. Naprawdę było zimno, a to za sprawą tak zwanego „Sur” czyli zimny południowy wiatr, który daje „popalić”. Wysoka wilgotność powietrza sprawia, że niska temperatura jest tutaj bardziej odczuwalna. No ale cóż .. przeżyłem nie jedną zimę w Polsce - to i przeżyję tutaj. Przeprowadzka przebiegła pomyślnie. Dotarłem do naszego klasztoru San Antonio w Santa Cruz. A tutaj troszeczkę cieplej i bardziej zielono.
Klasztorowi San Antonio jak się pewnie domyślacie patronuje św. Antoni z Padwy. Jest to ciekawe miejsce i praca tutaj jest bardzo różnorodna. Rozpocznę od tego że jest nas tutaj 8 zakonników: trzech Boliwijczyków, dwóch Polaków, dwóch Hiszpanów i jeden Niemiec. Tak macie rację … jak na warunki misyjne sporo nas w jednym klasztorze, ale to za sprawą tego, że w naszym klasztorze mieści się infirmeria czyli miejsce, gdzie przebywają starsi, schorowani zakonnicy, którzy wymagają opieki. Dlatego jest nas aż 8 zakonników, ponieważ część z nich jest chora i w podeszłym wieku.
Oprócz tego, że znajduje się tutaj infirmeria; klasztor ten jest jak ja to nazywam „bazą misyjną”. Do naszego klasztoru przyjeżdżają zakonnicy i księża diecezjalni, którzy na co dzień pracują na wioskach. Z racji tego że Santa Cruz to duże miasto przyjeżdżają tutaj na nocleg; robią zakupy, załatwiają różne sprawy i wracają do siebie na wioskę. Dlatego często ktoś tutaj u nas gości i raz w tygodniu jakaś nowa twarz się pojawia. Jest to miłe, ponieważ można spotkać Polaków którzy czasami tutaj przyjeżdżają. Zawsze jest to okazja do spotkania się i zamienienia kilku zdań.
Niestety problemem jest tutaj hałas… obok klasztoru znajdują się stadion i lokale, gdzie bardzo często urządzane są całonocne imprezy. Wszystko kończy się o 5 nad ranem a czasami trwa jeszcze cały kolejny dzień. Muzyka wali tutaj tak głośno, że wprawia w drganie szyby w oknach. Nie raz nie przespałem całej nocy z powodu muzyki. Niestety niewiele z tym można zrobić. Taka tutaj mentalność … Ale za to w centrum klasztoru znajduje się ogród z różnymi drzewami, krzewami i kwiatami. Dokoła ogrodu są rozmieszczone pokoje zakonników. Osobiście cieszę się z tej zieleni, ponieważ bardzo lubię przyrodę.
Sercem naszego klasztoru jest kaplica, w której codziennie się modlimy. Jak już wspomniałem muzyka jest tutaj tak głośna, że trudno się pomodlić w kaplicy. Jednakże dobrze, że ona tutaj jest, ponieważ bez Pana Jezusa ciężko by było. Swoją drogą tak się zastanawiam, że czasami nawet jak ta muzyka przeszkadza to mimo wszystko jakoś ciągnie mnie do tej kaplicy na modlitwę, aby zaczerpnąć sił do pracy misyjnej. Kiedyś w seminarium jeden z ojców mi powiedział, że „czas poświęcony na modlitwę nigdy nie jest czasem straconym” i osobiście podpisuję się pod tym. Zachęcam was także, żebyście nie zaniedbywali modlitwy tłumacząc się tym, że nie macie czasu. Z modlitwy czerpie się moc do pracy. A na czym praca misyjna tutaj polega … o tym napiszę w kolejnym poście, ponieważ roboty tutaj jest sporoooo….



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.