Wśród młodych

Praca ciśnie na pełnych obrotach: grupy parafialne, przygotowania do sakramentów ...
Nasza parafia jest jedną z największych (pod względem terytorialnym) w Santa Cruz. Dlatego też pracy duszpasterskiej jest dużo. Ja jestem odpowiedzialny we wszystkich naszych kościołach (a jest ich 9 - nie licząc wiosek) za przygotowanie do bierzmowania, pierwszej komunii, grupy duszpasterstwa dzieci i młodzieży … - jest tego ogrom do zrealizowania.
Ci którzy przygotowują się do bierzmowania i pierwszej komunii robią to w swoich kościołach, a ja do nich dojeżdżam i koordynuję ich przygotowanie. Wszystkich którzy przygotowują się do bierzmowania … mam około 500 osób. Żeby ich przygotować to dzielimy ich na małe grupy i każda grupa dostaje osobę odpowiedzialną za ich przygotowanie. Co jakiś czas jest spotkanie dla wszystkich czyli dla tych 500 osób. Problem jest z miejscem, bo gdzie zorganizować takie spotkanie dla tak dużej liczby? Najczęściej wtedy wypożyczamy budynek szkoły albo boisko, gdzie wszyscy się pomieszczą.
Podobnie mam z dzieciakami, które się przygotowują do pierwszej komunii (też jest ich około 500). Sama praca z dziećmi i młodzieżą pochłania mi sporo czasu, a dodatkowo jestem odpowiedzialny za dwa kościoły, nie wspominając o odwiedzinach chorych … W moich dwóch kościołach też mam grupy parafialne, może już nie tak liczne ale bardzo sympatyczne. Niezastąpioną pomocą dla mnie są katechiści i siostry zakonne. Bez ich pomocy niewiele bym zrobił. Jeden człowiek na tak wielką ilość ludzi … to nie do ogarnięcia.
Do mojej pracy dochodzi także duszpasterstwo wśród dzieci głuchoniemych. Jest ich nie za dużo, ale mają oni osobne przygotowania do sakramentów. Lubię z nimi przebywać i nie raz śmieję się z samego siebie. Dzieci nie słyszą, nie mówią a ja czasami muszę im coś wytłumaczyć … wtedy zaczyna się komedia w moim wykonaniu. Oczywiście proponowano mi teraz na dniach rozpocząć kurs języka migowego, ale niestety mam tyle pracy, że fizycznie nie jestem w stanie tego kursu zrobić. Ostatnio nawet mieliśmy pierwszą komunię dla tych dzieci.
Czasami przychodzę do ich szkoły aby sprawować Eucharystię dla tych dzieciaków. Na szczęście obok siebie mam osobę która tłumaczy moje słowa posługując się językiem migowym. Więc jak już wcześniej wspomniałem zaangażowanie świeckich jest tutaj tak wielkie, że ciężko by było bez ich pomocy. To trzeba im oddać, że poświęcają oni wiele swojego czasu i sił.
Wrzesień w Boliwii jest miesiącem poświęconym na szczególną lekturę Pisma Świętego. Udało się nawet zorganizować olimpiadę biblijną, w której młodzież sprawdzała swoją znajomość Biblii. Każdy chciał wygrać, zdobyć nagrodę; ale nie miejsca są najważniejsze tylko Słowo Boże, które poznajemy przez Pismo Święte. Olimpiada trwała cały dzień. Rozpoczęła się o 8:30 rano. Do południa był czas na formację, czyli animacje, tańce, śpiewy, katechezy, Msza Święta; a po obiedzie rozpoczęła się już olimpiada. Wszyscy zakończyli ten dzień zadowolenia i wykończeni…
No i po raz kolejny wspomnę moje wcześniejsze słowa: bez pomocy katechistów nie ogarnąłbym tego. Choć Boliwia oficjalnie przez Watykan jeszcze jest uznawana za teren misyjny, to niektóre diecezje już z tego powoli są wyjmowane. Zaczyna się tutaj tworzyć normalne życie religijne. Tak jest w przypadku Santa Cruz. Jednak kiedy prowadzi się tutaj duszpasterstwo czy też przygotowania do sakramentów to widać że może Santa Cruz na papierze nie widnieje jako miejsce misyjne, ale w praktyce misje dalej tutaj trwają: czyli pierwsze głoszenie o Jezusie ciągle jest aktualne.

Komentarze