Odpust

W każdej parafii, kościele raz do roku się je „wielką łyżką”
Przyszedł czas na odpust
Jeden z kościołów za który jestem odpowiedzialny jest pod wezwaniem św. Rafała archanioła. Jest to duży kościół sporo ludzi w nim się pomieści, choć atmosfera jest troszeczkę drętwa. A to za sprawą tego, że mój poprzednik który tutaj pracował był Niemcem i widać z jednej strony niemiecki porządek a z drugiej strony sztywność. No ale cóż każdy ma swój styl. 
Pod koniec września wypada święto archaniołów wiec czas na to aby przygotować odpust parafialny. Pracy było sporo, ponieważ przed odpustem malowaliśmy nasz kościół (w środku i na zewnątrz). Na szczęście praca przebiegała bardzo szybko i sprawnie, aż sam się zdziwiłem że z boliwijskim temperamentem wyrobiliśmy się z tym malowaniem do odpustu. Najwidoczniej jak Boliwijczycy coś chcą zrobić i wyrobić się w czasie – to potrafią.
Odpust był w niedzielę, ale celebracje rozpoczęły się już w środę i całe świętowanie trwało 5 dni. Oczywiście były różne etapy tego świętowania. Od środy do piątku był czas na „rekolekcje przedodpustowe”. Przez te dni: w środę o. Bernard, w czwartek o. Oscar a w piątek ja - głosiliśmy kazania, które miały na celu przybliżyć postać archanioła Rafała. Była także okazja do spowiedzi świętej i dodatkowe modlitwy, które duchowo przygotowały ludzi na odpust.
Sobota była dniem przeznaczonym na Fiestę. Na boisku znajdującym się obok kościoła zorganizowaliśmy festyn parafialny. Były tańce, konkursy, loteria, zabawy. Festyn rozpoczął się wieczorem. Na wstępie pomodliłem się z ludźmi, udzieliłem im błogosławieństwa, troszeczkę im potowarzyszyłem. Następnie jeszcze poszedłem do kościoła zobaczyć jak przygotowują świątynię do niedzielnej celebracji liturgicznej i udałem się do siebie do klasztoru. Nie towarzyszyłem ludziom do końca zabawy, ponieważ miałem problemy zdrowotne i nie najlepiej się czułem.
Niedzielna uroczystość odpustowa rozpoczęła się procesją. Wszyscy spotkaliśmy się w kościele skąd wyruszyliśmy wraz z figurą archanioła Rafała w procesji po ulicach naszej parafii. Ludzie na ulicy przygotowywali stoliki, gdzie kładziono figurę i przez chwilkę modliliśmy się. Procesja zakończyła się w kościele gdzie zaczęliśmy celebrować Eucharystię odpustową.
Po Mszy świętej jest tradycja, że obiad odpustowy się je przed kościołem. Nie wraca się do domu, tylko całe rodzina gromadzi się przy kościele gdzie razem jedzą obiad. Przygotowano cztery potrawy i w zależności od tego kto co lubi każdy mógł coś wybrać. Potrawy zostały przygotowane przez parafian, a ofiara jaką złożono za obiad była przeznaczona dla tych, którzy przygotowali posiłki.
Podsumowując od środy do niedzieli wieczora trwał odpust. Wiele pracy było, ale z wielkim podziwem spoglądałem na parafian, którzy mocno zaangażowali się w przygotowanie Fiesty parafialnej. Bez ich pomocy sam bym sobie z tym nie poradził. Mogę nawet śmiało powiedzieć że ja byłem odpowiedzialny tylko la liturgię, a za resztę spraw byli odpowiedzialni parafianie. Poświęcili oni sporo czasu i sił na przygotowanie tego odpustu. Jestem im bardzo za to wdzięczny. Coraz bardziej odkrywam jak parafianie mocno są zaangażowani w życie tutejszej parafii. Owszem często mi zajdą za skórę, ale mimo wszystko pozytywnie mnie zaskakują. Oby zawsze tak świeccy czuli się w parafii i kościele jak w swoim domu.

Komentarze